Numer / Listopad 2016

Jesteś tutaj: Strona głównaNumer Listopad 2016

Tekst:      Krystian Dąbrowski
Zdjęcia:  Marcin Bieniek

Bojownicy odeszli


Tagi:

Na pokładzie łady – nasza trójka oraz kierowca poznany kilka godzin wcześniej. Szofer, niezbyt przejęty stanem dróg oraz liczbą górskich serpentyn, niechętnie schodzi poniżej setki. Góry, lasy i ciemna czeczeńska noc...

 

Parkujemy samochód. Zabieramy wszystkie potrzebne rzeczy i wyruszamy w dalszą drogę. W towarzystwie nikłego światła latarek przekraczamy rzekę, zza której wyrasta strome podejście. Obiektywna analiza sytuacji zostaje odłożona na dalszy plan. Myśl o tym, że nikt nie zna naszej lokalizacji, że człowieka, który nas prowadzi, poznaliśmy przed kilkoma godzinami, a na terenie Republiki Czeczeńskiej przebywamy zaledwie dobę – nie zostaje dopuszczona do głosu. Aktualnie ważniejszy jest arbuz, którego należy przetransportować bez szwanku na wzniesienie, u podnóża którego stoimy.

 

 
SPOTKANIE Z ARBUZEM
Oto góralska gościnność – przypadkowy kierowca zatrzymał się, aby poczęstować podróżujących rowerzystów arbuzem.
 
W MAINSTREAMIE
Spacer nurtem górskiej rzeki. Jej wartkość, głębokość i temperatura stanowiły dla podróżników wielkie wyzwanie, choć na miejscowym przewodniku nie robiły najmniejszego wrażenia.
 
ŁADNE KWIATKI
Ich zbieranie oraz pozowanie do zdjęć to najlepsza zabawa tutejszych dzieci towarzysząca czeczeńskim piknikom.


 

TWARDZI I NIEWZRUSZENI


Przedzieramy się niezbyt oczywistą ścieżką pośród zarośli i drzew. Nagle w oddali widzimy słabe światło, w którym dostrzegamy sylwetki kilku mężczyzn. Ich powierzchowność i ubiór nie zachęcają do bliższego poznania. Surowe rysy twarzy, wysłużone wojskowe ubrania, ciemna karnacja i kilkudniowy zarost. Także otaczająca sceneria jest daleka od optymizmu. Prowizoryczne ogrodzenie, unieruchomiony i służący za sypialnię samochód, ślady po zwierzętach. Wszystko to przypomina Trzeci Świat. Z dachu glinianej lepianki zwisa kabel zakończony żarówką. Pod nią, przy wtórze śnieżącego telewizora, toczy się życie.
Na widok przybyłych gości język rozmów zamienia się kurtuazyjnie na rosyjski. Zostaje zorganizowany prowizoryczny stół, czyli drzwi ułożone na kilku pniakach. Oprócz świeżego powietrza, gwieździstego nieba i ciepłego lipcowego wiatru za pozostaniem na podwórzu przemawia jeszcze jeden argument: całe mieszkanie jest zajęte przez kozy i kury. Najważniejsze jednak, że gospodarze porzucają wreszcie maski powagi...
Od wieków góry Kaukazu były zamieszkiwane przez przodków dzisiejszych Gruzinów, Osetyjczyków, Dagestańczyków, Czeczenów. Ci ostatni zamieszkiwali, co czynią nadal, północne stoki Kaukazu w dorzeczu Argunu. Niedostępność terenu i ciężkie warunki życia w dzikich górach zapisały się w kodzie genetycznym tego ludu. Stali się twardzi i niewzruszeni. Ich siłą są więzi – wieczne, szczere i stojące ponad wszystkim. A największą wartością jest rodzina! W jej obrębie należy walczyć o wspólne dobro, czerpać ze wzorców starszych, pracować dla domu. Jeżeli rodzina jest wystarczająco liczna, tworzy ród. Związek kilku rodów jest nazywany klanem. Nie istnieje żadne prawo ponad klanowym. Bezgraniczne oddanie i wierność zostają wynagrodzone, gdy któryś ze współbraci odniesie życiowy sukces – wtedy wciąga w biznes kuzynów, rodzinę.
Czeczeni, zakorzenieni w swoim systemie społecznym, radzili sobie dobrze. Gdy więc wielka Rosja postanowiła zająć ich skrawek ziemi i okazało się, że są zbyt słabi, by walczyć – każdy klan na własną rękę – narodziła się u nich spójność i poczucie państwowości. Tępe, upadające mocarstwo zastosowało do ujarzmienia butnych górali równinne schematy i drogo za to płaciło – dwiema czeczeńskimi wojnami.
Na szczęście dla tego narodu, znajdującego się już na granicy wyniszczenia, zapanował w końcu względny spokój. Względny, bo krytyka władzy przez obywatela w miejscach publicznych nadal należy do posunięć niebezpiecznych, a liczebność tamtejszych służb mundurowych zdecydowanie przekracza standardy znane z Europy. Nie jest też dobrze widziane unikanie obowiązków prawomyślnego muzułmanina. Dziś islam wywiera coraz mocniejszy wpływ na życie obywateli Czeczenii. Dotychczas niezbyt ortodoksyjni w kwestiach wiary, stają się bardziej konserwatywni. Piątkowe nabożeństwo jest tu koniecznością, alkohol zniknął ze sklepowych półek, a kobiety noszą na głowach chusty.

 

 
NA ŚLIWKĘ DO KAWY
Droga z Szali do Makażoj biegnie brzegiem jeziora Kiozenojam. Po trudach podróży warto zrobić sobie postój w pobliskim kompleksie turystycznym. Trzeba jednak wiedzieć, że swojsko brzmiąca „śliwka do kawy” oznacza tu śmietankę.
 
KROWA RASY WSZĘDOBYLSKIEJ
Jedna z kaukaskich krów, które można spotkać wszędzie – na kamieniach, mostach, a nawet na najwyższych kondygnacjach opuszczonych budynków.
 
TU STRZELALI WAHABICI
Okolice dawnego partyzanckiego obozu. Ten kilkunastometrowy kamienny mur służył jako strzelnica wahabickim bojownikom.


 

ŚMIERĆ ZA KURTKĘ MORO


Wróćmy jednak do naszego stołu, gdzieś na wzgórzu, pośród nocy, w miejscowości, której nazwy nigdy nie poznamy. Mimo spartańskich warunków biesiady musiało znaleźć się naczynie do zwyczajowego obmycia rąk. Na stole pojawiają się chleb, kurczak, wszechobecne arbuzy, banany, ser, pomidor oraz coś, bez czego nie może obyć się prawdziwe męskie spotkanie... herbata. Po kilku chwilach rozmowa zaczyna nabierać ludzkich kształtów – jest prawdziwa i szczera. Towarzyszą nam trzy psy myśliwskie oraz strzelby w ręku gospodarza. Jak się okazuje, góry zamieszkuje liczna populacja wilków i szakali, które chętnie nawiedzają gospodarstwa w poszukiwaniu łatwego łupu. Dowodem tego jest nagranie, na którym psy rozprawiają się z szakalem, notabene zrobione smartfonem, który o kilka klas wyprzedza nasze telefony. Zamiast infrastruktury, rozwiniętej służby zdrowia czy nauki i ogólnie lepszych warunków życia cywilizacja i nowoczesność przejawiają się tu przeważnie obecnością znanych marek odzieżowych oraz elektronicznych gadżetów.
Znajdujemy się w resztkach po domu rodzinnym naszych gospodarzy. Po wybuchu I wojny czeczeńskiej byli zmuszeni go opuścić. Teraz, daleko od Groznego, w tym bezpiecznym miejscu ich języki mogą się rozwiązać. Bez skrępowania mówią to, co myślą, i nie ograniczają się do wychwalania obecnej władzy, co jest ogólnie przyjętym w dzisiejszej Czeczenii gwarantem spokojnego życia. Przed wybuchem wojny cała rodzina żyła na wzgórzu, uprawiała ziemię, hodowała zwierzęta. Nie interesowali się polityką, wystarczyły im problemy dnia codziennego. Któregoś wieczoru ich dom został otoczony. Ustawiono ich w szeregu, wymierzono w nich karabiny. Od tego, jakie wrażenie zrobiliby na rosyjskim oficerze, zależały ich dalsze losy. Za posiadanie broni, a nawet tylko kurtki w kolorach moro, była wymierzana kara śmierci. Tym razem się udało, uszli z życiem.
Jedni łapali wtedy za broń i walczyli o własny kawałek ziemi, innych czekała emigracja. Alehan jako nastoletni chłopak trafił w okolice Moskwy, mieszkał z Romami, tułał się, nie mając pomysłu na życie. Kutaisi jako uchodźca trafił na Zachód. Miłość do własnej ziemi była jednak tak wielka, że gdy tylko mieli okazję, powrócili, by ustatkować się w swojej ojczyźnie. Zgodnie jednak przyznają, że nie żyją w wolnym kraju. Czeczenia nie wygląda tak, jak powinna, bo o jej kształcie decydują ludzie z zewnątrz. Lata niepokoju i wojen sprawiły jednak, że naród w większości pogodził się z tą sytuacją. Brak suwerenności jest ceną, jaką są w stanie zapłacić za powrót do normalności i możliwość zamieszkania na ziemi ojców. Emigracja nie jest rozwiązaniem problemu. Dom rodzinny jest świętością. Nawet jeśli nikt już w nim nie mieszka, należy zadbać o porządek wokół niego, wyciąć krzaki, naprawić, co się da, wydeptać ścieżkę. Tak jak tutaj.
Ugoszczenie przybysza, nawet w tak prymitywnych warunkach, było i jest obowiązkiem. Drugoplanowe znaczenie ma jego pochodzenie, wyznanie czy powód, dla którego znalazł się w tym miejscu. Ta gościnność przetrwała wieki, a dziś potęguje ją jeszcze pragnienie udowodnienia światu, że obrazy dzikiej, zaniedbanej Czeczenii przedstawiane w telewizji nie są prawdziwe. Tak jak nasi gospodarze, wszyscy ich rodacy znajdują czas na spotkania rodzinne, wyjazdy nad rzekę czy wspólne grillowanie. A odbywa się to na tle krajobrazu często zapierającego dech w piersiach.
 

PIKNIK CZECZENA


Czeczenia jest poprzecinana licznymi rzekami wijącymi się pośród masywów górskich. Szczególnie urokliwą lokalizacją jest jezioro Kiozenojam, położone wysoko w górach, na granicy Czeczenii i Dagestanu. Prowadzi do niego droga pełna niebezpiecznych serpentyn. Jezioro za czasów ZSRR było znaczącym ośrodkiem sportowym. Tutaj odbywały się treningi i zgrupowania czołowych sportowców. Dziś nad jego brzegiem znajduje się tylko jeden ośrodek wczasowy – dla zamożnych gości. Pozostali, ciesząc się bliskością natury, spędzają czas na dzikim campingu.
Codziennie pojawiają się tu wyładowane po brzegi samochody – dzieci, rodzice, dziadkowie, a z nimi zapasy mięsa, warzyw, owoców, niezbędne podczas beztroskiego wypoczynku. Jezioro jest wciśnięte między grzbiety górskie, zajmuje dno kotliny, wokół której są porozrzucane gospodarstwa trudniące się hodowlą zwierząt i wyrobem sera. Z ich punktu widzenia camping jest siecią małych, płonących co kilka metrów ognisk służących wczasowiczom do przygotowania szaszłyka i herbaty. Później, w zależności od płci i wieku, jedni łowią ryby, drudzy pływają w jeziorze, inni pilnują ognia z perspektywy leżaka. Kobiety spacerują w poszukiwaniu kwiatów, z naręczami których muszą być obowiązkowo fotografowane.
Nad Kiozenojam, tak jak w pozostałej części kraju, czas płynie powoli. Północnokaukaski pęd za pracą i pieniędzmi jest dość leniwy. Podczas podróży zawsze znajdzie się chwila na zatrzymanie samochodu i napawanie się widokami. Gdy mijasz znajomego, nie sposób przejść obojętnie bez odbycia kilkuminutowej rozmowy. Mężczyźni piją na ulicach herbatę oraz łuskają nasiona słonecznika. Dzieci sprzedają jabłka na przydrożnych straganach – bardziej chyba z tradycji handlowania i potrzeby przyuczenia się pierwszej pracy niż dla realnego zarobku. Dziewczyny natomiast powoli przechadzają się wzdłuż deptaków, plotkując, no i prezentując się w pełnej krasie. Żadna z nich nie wychodzi z domu bez starannie przygotowanego makijażu. Uroku dodają im długie, kolorowe suknie, zawsze schludne i podkreślające urodę właścicielki.
 

 
CHATA Z KRAJA
Typowe gospodarstwo czeczeńskiego górala, z widokiem na Kaukaz. Można w nich kupić nabiał, mleko i suszone mięso, zawsze po przystępnej cenie.

KOBIETY MYJĄ I MALUJĄ


W Czeczenii, jak wszędzie, ludzie borykają się z problemami codziennej egzystencji, jednak odpowiednia doza dystansu i dobrego humoru nadaje tutejszemu życiu kolorytu. Rynek pracy w znakomitej większości obsadzają mężczyźni. To oni też dbają o bezpieczeństwo swojej rodziny. Idą – jeśli trzeba – na pierwszy ogień w rozmowach, sporach, interesach. Kobiety, szczególnie te młode i zamężne, nie udzielają się w życiu publicznym. Ich zadaniem jest praca na rzecz własnego domu i wychowanie dzieci. Niewiele jest profesji, które wykonują. Do nich należą takie stanowiska, jak: ekspedientka, sprzątaczka, kelnerka, urzędniczka, ale również praca w myjni samochodowej. W każdej miejscowości można znaleźć miejsce, gdzie kobiety w średnim wieku, uzbrojone w myjki ciśnieniowe, gumowce i chusty na głowie, dbają o czystość aut.
Ale i w tej regule zdarzają się wyjątki. Pewnego dnia, po wyjściu na ulicę, ujrzeliśmy same kobiety... malujące miasto. Ogrodzenia, chodniki, drogi, słupy elektryczne były otoczone przez przedstawicielki płci pięknej, a każda wyposażona w pędzel i puszkę. Plotkowały radośnie, pokrywając zwyczajową białą farbą różne miejskie urządzenia. Była to, znana nam z okresu PRL-u, „dobrowolnie przymusowa” praca społeczna.
Rano, po biesiadzie na wzgórzu, wybraliśmy się z naszym gospodarzem na spacer rzeką. Dla tutejszego górala całkiem oczywiste jest brodzenie przez kilka godzin w rwącej, zimnej, sięgającej po pas rzece. Na jednym z jej meandrów brzeg przechodził w pionową piaskowcową płytę. Była gęsto podziurawiona śladami po kulach. To właśnie tutaj przed laty swój obóz mieli bojownicy o wielką sprawę – czeczeńscy partyzanci walczący o niepodległość swojego kraju. Kilka lat temu odeszli.



wstecz
Podziel się!


Adres redakcji:
ul. Jaśkowa Dolina 17
80-252 Gdańsk
e-mail: redakcja@poznaj-swiat.pl
tel. 535 444 990

PRENUMERATA:
tel. 58 350 84 64

Wydawca:
Probier Leasing
sp. z o.o. sp. k.
Kowale Glazurowa 7
80-180 Gdańsk