Numer archiwalny / Październik 2011
Jesteś tutaj: Strona główna › 2011 › Październik
-
Trzciny
Zatrzymali się na poboczu drogi. Albert trzasnął drzwiczkami i oparł się plecami o kabinę. Kenneth i Banana zostali w szoferce. W otwartej części wozu leżały instrumenty miernicze, łopata i dwie pary gumowego obuwia. Była to droga ubita, rzadko uczęszczana. Oddzielała uprawne pola farmerskie od nieużytków porośniętych trzcinami. Dalej kurz zacierał wzgórza na horyzoncie, i tam rozciągało się Soweto. Tysiące domków, których kuchnie dymiły, a przejeżdżające ulicami autobusy podnosiły szary pył.
Kenneth i Banana siedzieli nieporuszeni, czekali. Obaj pochodzili z Zululandu i tam przeszli inicjacje, jakie przystoją, aby stać się Zulu-impi, czyli zuluskim wojownikiem. Umieli walczyć na maczety, dzidy i tarcze, ale tu, w okolicach Soweto, walczono na noże i rewolwery, tam o narzeczoną, albo pastwisko, tu o łup. Dlatego nie spieszyli się, by opuścić bezpieczne wnętrze samochodu i zapuścić się w trzciny.cały artykuł w numerze na stronie nr 28 -
Australia i Pacyfik Australia
Krew na krzyżu południa
Niedzielny poranek w miasteczku jest cichy, na ulicach pustki. O godzinie 10 wszystko zmienia się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Do miasteczka przybywa wtedy złoto. Żywe złoto.
O tej godzinie otwierana jest kasa biletowa i na uliczki zabytkowej osady wylewa się tłum turystów oraz poprzebieranych aktorów. Witamy w Sovereign Hill.Wiktoriańskie złotonośne pola to miejsca w Australii szczególne. Żeby zrozumieć, jak ważna w historii tego młodego narodu była gorączka złota, trzeba cofnąć się do Melbourne roku 1851. Było to wtedy niewielkie, 30-tysięczne portowe miasto, położone na peryferiach Nowej Południowej Walii, daleko od Sydney – ówczesnego centrum kolonii. Właśnie w 1851 roku udało się uniezależnić od „centrali” i Melbourne zostało stolicą nowej kolonii, nazwanej na cześć panującej królowej – Wiktorią. Nikt wtedy nie przypuszczał, że następne kilka miesięcy zmieni cały kraj i nowa kolonia Wiktoria bardzo szybko przestanie być biedniejszą siostrą Nowej Południowej Walii.
cały artykuł w numerze na stronie nr 20 -
Afryka Etiopia
ETIOPIA NA 21 DNI LUB NA CAŁE ŻYCIE
- ETIOPIA NA 21 DNI LUB NA CAŁE ŻYCIE -
-
Afryka Gwinea Bissau
Samba na Czarnym Lądzie
Na dworcu autobusowym w senegalskim Ziguinchor od razu widać, który pojazd pojedzie do Gwinei Bissau. Większość krajowych autobusów zdobią portrety proroka Bamby, napisy Alhamdoulillahi (Chwalmy Allaha!) i podobizny świętego meczetu w Toubie.
Gwinea Bissau, niepozorny kraj nad Atlantykiem, żyje własnym rytmem. W czasach kolonialnych był najsłabiej rozwiniętą zamorską posiadłością Portugalii. Właściwie pod jej kontrolą były tylko porty Bissau i Cacheu. Portugalczycy rzadko zapuszczali się w głąb lądu. Inaczej niż na niedalekich Wyspach Zielonego Przylądka – tu nie szukali bliższych kontaktów z miejscową ludnością.
cały artykuł w numerze na stronie nr 32 -
Czarne Strony Świata Kazachstan
Nad morzem którego nie ma
Morze Aralskie to dziś bezkresny step, na którym można jeszcze znaleźć muszelki. W miękkiej glebie tkwią zardzewiałe wraki kutrów, które kiedyś były dumą mieszkańców Aralska. Dziś są smutną atrakcją turystyczną, pamiątką po minionej epoce i dowodem na to, jak bardzo zlekceważono naturę i człowieka.
Pociąg relacji Ufa (Republika Baszkirii w Federacji Rosyjskiej) – Taszkient (Uzbekistan) wtoczył się na dworzec w Aktobe (Kazachstan) z czterdziestopięciominutowym opóźnieniem. Konduktor, zwany tutaj prowadnikiem – nam bardziej pasowałoby „kasownik” – przywitał nas uśmiechem, ale nie potrafił powiedzieć, o której będziemy w Aralsku. Trzeba było zachować czujność.
cały artykuł w numerze na stronie nr 102 -
Azja Korea Północna
Pod przywództwem reżysera
„Film powinien wyprzedzać realia. Powinien na nie wpływać tak, jak artykuł wstępny w gazecie „Partia”. Jego zadaniem jest mobilizacja na każdym etapie walki rewolucyjnej!” – Kim Dzong Il
Media w Korei Północnej są ściśle kontrolowane przez państwo. Odbiorniki radiowe już w momencie zakupu przestawione są na odbiór częstotliwości, na których nadaje północnokoreańska agencja informacyjna. Pozostałe częstotliwości są blokowane, a radia zabezpieczone plombami tak, by niczego nie zmienić. Za zerwanie plomb grożą poważne konsekwencje. Podobnie „nastrojone” i zaplombowane są też telewizory. Telewizja państwowa nadaje na dwóch kanałach relacje z posiedzeń plenarnych, defilad, z wizyt Kim Dzong Ila w fabrykach czy informacje o nowych rekordach produkcyjnych. Niemniej, od czasu do czasu, w weekendy, można spodziewać się fabularnego filmu, rodzimej, północnokoreańskiej produkcji.
cały artykuł w numerze na stronie nr 76 -
Afryka Namibia
Butterbrötchen i czerwona kapusta
Cieszę się, że Cię namówiłem. Teraz, chyba za karę, mam Ci zaplanować dwutygodniowe wakacje. Tobie i Twojemu narzeczonemu. Furę, jak mówisz, wypożyczycie sobie na lotnisku. W programie ma być wszystko, co najważniejsze. Samodzielnie, nie w stadzie turystów. Żebyście mogli, we dwoje, zostać na dłużej tam, gdzie jest pięknie i nie musieli pędzić za panem kierownikiem wycieczki. Rozumiem, młodość.
A ja mam usiąść nad mapą i wytyczyć trasę. Duża ta mapa, w końcu Namibia jest prawie trzy razy większa od Polski. Nie ma cudów, nie da się zobaczyć wszystkiego. Umówmy się, że odpuścicie sobie miejsca trudno dostępne i najbardziej odległe. W końcu nie można spędzać wakacji tylko za kierownicą. I po drugie: żadnego folkloru, żadnych pseudoetnograficznych wizyt we wioskach ludów San czy Himba, bo to nie są małpy na wybiegu. Takie zwiedzanie to praktyka obustronnie upokarzająca. Nawet bardziej, pożal się Boże, „turystę”.cały artykuł w numerze na stronie nr 38 -
Europa Norwegia
Polarnicy z jednej piaskownicy
10 lat temu Brzózka i Mazi pojechali zimą na Spitsbergen. Chyba już wtedy w naszych głowach zrodził się pomysł wspólnych wypraw – tam, gdzie śniegu i mrozu tyle, co słońca w Egipcie. Plan był taki: 200 km marszu na nartach z 50 kg sankami, 11 dni za kołem polarnym w Norwegii. Nasza czwórka to Brzózka, Dymol, Mazi i Ziółek. Jesteśmy z tej samej dzielnicy Gdańska, znamy się od dziecka. Jasne było, że jeśli jechać, to tylko w tym składzie.
Kierunek Finnmarksvidda zaproponował Brzózka, potem nastąpiła nasza szybka deklaracja: jedziemy! Godziny spędzone nad mapami i w Internecie były konieczne, bo płaskowyż Finnmarksvidda to bezludne pustkowie, gdzie żeby natrafić na jakąkolwiek osadę, trzeba iść czasem i 100 km. Trasa musiała być dobrze zaplanowana.
cały artykuł w numerze na stronie nr 110 -
Ameryka Południowa Peru
Na szlaku kondorów
Na południowym krańcu Peru znajduje się kanion Colca, który należy do najgłębszych na świecie. Jego strome rozpadliny dają schronienie kondorom. To właśnie tu najłatwiej spotkać te ptaki, które są symbolem Andów. Do odkrycia kanionu przyczynili się Polacy. Gdyby nie ich spektakularny wyczyn, być może nikt by dziś o nim nie słyszał.
Kanion Colca jeszcze niedawno był uznawany za najgłębszy na świecie. Choć ostatnio spadł na drugą lokatę, to ciągle są tacy, którzy się z tym nie zgadzają i wciąż przyznają mu absolutny prym w tej kategorii. Kryteria, według których mierzy się głębokość kanionów, są dyskusyjne. Jeśli na przykład lewe zbocza są wyższe od prawych, to czy można przyjąć średnią głębokość. Którą górę można uznać za przynależącą do kanionu, a którą już nie. Takie pytania można by mnożyć. Dla mnie nie ma to szczególnego znaczenia. Kanion Cotahuasi może i jest najgłębszy na świecie, jednak na pewno nie tak piękny jak kanion Colca, który ma 120 km długości i jest dwa razy głębszy od Wielkiego Kanionu Kolorado w Stanach Zjednoczonych.
cały artykuł w numerze na stronie nr 94 -
Europa Polska Podlasie
Podlasie Rzeczpospolita Wielu Narodów
Podlasie od zarania dziejów stawiało swoim mieszkańcom wysokie wymagania. Nie ma tu łatwych do uprawy gruntów, które pozwoliłyby zbierać corocznie wysokie plony. Dawniej szlachta z innych regionów zwykła pokpiwać z podlaskich braci, mawiając: „szlachcic podlaski ma błota i piaski”. Aby tu mieszkać, trzeba było zdać surowy egzamin z życia. Ale by czuć się szczęśliwym, wystarczyło żyć zgodnie z rytmem tej krainy, urozmaiconej przyrodniczo, jak żadna inna w Polsce.
-
Azja Syria
Kurdyjskie święto wiosny
Siedzimy na podłodze we trzech. Dilshad, oparty o chłodną ścianę, z gorącą herbatą w dłoni, proponuje kolejną szklankę naparu. Sącząc słodki czaj, snuje opowieść o Newroz, perskim Nowym Roku.
– Dawno temu w moim kraju panował okrutny król Zahak. Jego poddani żyli w trwodze i ucisku, a każdego dnia przed oblicze tyrana sprowadzano młodzieńca. Nękany różnymi chorobami, despota wierzył, że spożywanie mózgów młodych poddanych uwolni go od wszelkich bolączek. Syna miał więc wkrótce utracić kowal o imieniu Kawe – Dilshad przerywa, by szczegóły opowieści skonsultować z opartym o kwiecistą poduszkę bratem. Historia nabiera tempa.
cały artykuł w numerze na stronie nr 12 -
Azja Tajlandia
Na krańcu życia
Straciłem rachubę, który to już dzień jestem w tym miejscu. Małe, zatęchłe pomieszczenie wypełnione jest po brzegi ludźmi. Brudne ściany to istna tablica ogłoszeń, wydrapanych w przeróżnych językach. Choć nie mogę ich odczytać, jestem pewien – każde opowiada czyjś dramat...
Bangkok, stolica Tajlandii, krainy nazywanej często przez turystów rajem – i nie bez powodu! Nigdzie nie widziałem tak cudownych wysp i miłych, zawsze uśmiechniętych ludzi. Okazuje się jednak, że nawet raj ma swoje ciemne strony. Tych, o których chcę opowiedzieć, nie opisują żadne przewodniki.
Minęło już wiele lat od tych wydarzeń. Ciągle jednak pamiętam, jak się to zaczęło, moje pierwsze dni w Bangkok Narkotyk Suppress Division Police Departament, miejscu gdzie nikt nie chciałby się znaleźć. Miejscu, które było początkiem mojej podróży do „jądra ciemności”.cały artykuł w numerze na stronie nr 66 -
Azja Timor Wschodni
Magia Timoru
Wstajemy skoro świt. Salomea się myje, ja poluję na niedobitki karaluchów, harcujących w nocy po domu. Nie jesteśmy w stanie ich do końca wytrzebić. Zdepczemy – wkrótce wykluje się gromada następnych. Wyrzucimy drzwiami – wrócą oknem, bo timorskie karaczany potrafią fruwać. Mieszkają z nami też gekony. Tym małym przyjaciołom nigdy nie bronimy dostępu do domu. Kilkanaście niedużych jaszczurek bezszelestnie poluje po ścianach na muchy, pająki i komary. Spada ryzyko, że pewnego dnia obudzimy się z malarią.
cały artykuł w numerze na stronie nr 84





.jpg)
.jpg)

.jpg)


.jpg)



