Numer archiwalny / Luty 2011

Jesteś tutaj: Strona główna2011Luty

ROZWIŃ PEŁEN SPIS TREŚCI
  • Anna Piotrowska

    Na ratunek ginącym zabytkom

    Filipińskie tarasy pól ryżowych, obserwatorium astronomiczne w Peru czy cmentarz w Nowym Orleanie – takie obiekty znalazły się wśród stu najbardziej zagrożonych zniszczeniem zabytków świata. Opublikowała ją fundacja World Monuments Fund. Większość budowli to perły architektury – nie dość, że bezcenne, to często mało znane. Raport o światowych zabytkach (World Monuments Watch), zawierający opis wybranych dóbr kultury materialnej narażonych na zniszczenie, publikowany jest co dwa lata. Ogłasza go World Monuments Fund (WMF), amerykańska fundacja charytatywna zajmująca się gromadzeniem środków na ratowanie skarbów przeszłości.

     

  • Europa Estonia
    Anna Kłossowska
    Zdjęcia: Anna Kłossowska

    Przyjazny zapach Hanzy

    Estonia zaskoczyła mnie na wiele sposobów: kilometrami nowoczesnych szos przecinających niezmierzone połacie lasów, wyrafinowanymi daniami kuchni fusion podawanymi na najprzedniejszej porcelanie w topowych ośrodkach spa nad Bałtykiem, tallińską wymuskaną Starówką, na której hoże dziewczyny serwują koktajl starego z nowym, czyli za pakiecik prażonych wedle hanzeatyckiej receptury orzeszków każą płacić sobie w euro.

    Jak zauważyłam podczas dwóch zeszłorocznych podróży do Estonii, ten kraj mentalnie przestawił się na euro grubo przed 1 stycznia 2011 r. Już od dłuższego czasu kurs korony był ściśle powiązany z euro. Zresztą to niewielkie państwo, graniczące z Łotwą i Federacją Rosyjską, jest chyba najbardziej zeuropeizowane ze wszystkich krajów dawnego bloku socjalistycznego. I to nie tylko dlatego, że jego obecny prezydent Toomas Hendrik Ilves był wcześniej unijnym komisarzem. Dorastał w USA, biegle mówi po angielsku, a jego siedziby w Tallinie, to jest klasycystycznego pałacyku położonego na obrzeżach Kadrioru – parku przypominającego warszawskie Łazienki, tyle że z platanami – nie otacza żaden parkan czy mur. Można podejść pod same drzwi strzeżone przez dwóch wartowników.

  • Azja Korea
    Andrzej Bober

    Korea murem podzielona

    Nigdzie na świecie nie istnieje granica równie zmilitaryzowana i tak dokładnie strzeżona jak ta wzdłuż 38. równoleżnika szerokości północnej. To granica obu Korei rozdzielająca naród koreański między dwa niezależne państwa o skrajnie odmiennych zapatrywaniach i systemach politycznych.

    Ponad pół wieku po zakończeniu wojny między Koreańczykami z Południa a rodakami z Północy mam możliwość przenieść się w niezwykłe miejsce: do strefy zdemilitaryzowanej, czyli DMZ (z ang. demilitarized zone), dzielącej oba kraje. Docieram tam od strony północnej, od miasta Kaesong – niegdyś stolicy państwa należącego do średniowiecznej dynastii Koryo. 8 km na południe zaczyna się strefa kontrolna z zaporami przeciwczołgowymi. W tym miejscu trzeba wysiąść z samochodu i poczekać na eskortę wojskową.

  • Azja Liban
    Eliasz Ghassan Nachabe

    Kraj wielu uciech

    Do południa narty, po południu morze – tak właśnie spędzają czas w Libanie liczni turyści z Włoch, Niemiec czy Francji. Ilekroć jadę tam późną jesienią, spotykam zawsze tych samych starych znajomych.

    Frank i jego żona Katherine, najweselsi Niemcy, jakich poznałem, podkreślają, że bardziej od Alp cenią sobie właśnie libańskie stoki. Dlaczego? Bo po nartach wystarczą dwie godziny, żeby przejechać samochodem nad Morze Śródziemne i rozłożyć ręcznik na piaszczystej plaży. Temperatura powietrza około 23°C – mniej więcej tyle, ile nad Bałtykiem w lipcu... W najwyżej położonych rejonach gór pierwszy śnieg pojawia się już pod koniec listopada; w grudniu ruszają wyciągi. Lodowców w Libanie co prawda nie ma, ale sezon narciarski przyzwoity: o ile zima jest śnieżna, trwa aż do kwietnia. Najwyższy szczyt Kurnat as-Sauda wznosi się w paśmie gór Liban na wysokość 3083 m n.p.m. Polecam szczególnie najwyżej położone górskie ośrodki – Cedars i Faraya – z kilkunastoma wyciągami.

  • Ameryka Północna Meksyk
    Jerzy R. Suchocki
    Zdjęcia: Jerzy R. Suchocki

    Złote wybrzeże Pacyfiku

    Na uboczu krwawej wojny pomiędzy narkotykowymi kartelami a wojskiem i policją Meksykanie zażywają relaksu na Costa Dorada, wyczekując nadpłynięcia wielorybów.

    Grudzień. Puerto Vallarta w meksykańskim stanie Jalisco. Czuję się zdecydowanie nieswojo.
    Przede mną rozchylony pysk kajmana i beznamiętny wzrok, niewykazujący oznak życia.
    – Drzemie czy coś kombinuje? – pytam Maríę Morfin Otero, dyrektorkę Instytutu Dziennikarstwa, która oprowadza mnie po Centro Universitario de la Costa zajmującym się badaniami oceanograficznymi Pacyfiku.
    – Pewnie jedno i drugie – odpowiada z uśmiechem. – Ma na imię Gustavo. Zawsze gdzieś się włóczy, ale jak na razie nikogo nie skonsumował. Mało przekonujący argument w obliczu trzymetrowego potwora. Kiedyś może nastąpić ów pierwszy raz.

  • Europa Polska Żuławy
    Grzegorz Gola
    Zdjęcia: Marek Opitz

    Kraina dla konesera

    Żuławy to depresja, o której uczyliśmy się na lekcjach geografii. Kojarzy się je także z deltą Wisły. Tyle mniej więcej przeciętny Polak wie o tym regionie. Tymczasem nie jest on ani nudny, ani pozbawiony uroku, ani nawet całkiem płaski.

    Nawet drzewa nie rosną tu przez przypadek. Skąd na Żuławach tyle wierzb? Ich regularne rzędy ciągną się wzdłuż rowów. Wierzby to żywe pompy – pochłaniają i odparowują nadmiar wilgoci. Każda wypija z gruntu 50 l wody na dzień. Zgodnie ze starą praktyką wierzby sadzi się wzdłuż jednego brzegu, tak aby z drugiego pogłębiarki melioracyjne (inny sposób osuszania gruntu) miały łatwy dostęp. Wierzbina to zimą łatwy do pozyskania opał – stąd tradycja ogławiania drzew. Wierzbowe patyki doskonale podtrzymują żar pod fajerkami. Gałęzie pomagają także utrzymać w porządku brzegi rzek i kanałów – świetnie nadają się do faszynowania, czyli umacniania brzegów wiklinowymi gałęźmi. Z kolei dla kogoś, kto poznał Żuławy, drzewa rosnące w kępach oznaczają miejsca po nieistniejących już starych cmentarzach menonickich i wiejskich przyzagrodowych chłopskich parkach. Jesiony, brzozy, topole rosnące w szpalerach są jak drogowskazy podczas powodzi – gdy Żuławy stają się naprawdę płaskie, ale i groźne.

  • Proza Republika Południowej Afryki
    Wojciech Albiński

    Kłamstwo za kłamstwo

    Godzina trzecia, upał, właśnie skończyła się nauka musztry na szkolnym boisku. Kilku chłopców biegło żółtą, piaszczystą drogą. Był pomiędzy nimi Paul Smit. Ubrani byli w krótkie spodnie, białe koszule i charakterystyczne dla tej szkoły krawaty z emblematem. Marynarki w kolorowe pasy dopełniały tradycyjnego uniformu. Skręcili w zarośla, wąską ścieżką dostali się nad brzeg do wpół wyschniętej rzeki. Ukryli się wśród przybrzeżnych głazów. Z drugiej strony dobiegły ich donośne głosy nadciągających czarnych dziewcząt. Na głowach niosły miednice pełne sukien, bielizny i kolorowych prześcieradeł. W kamiennych jeziorkach będą je prać, a potem suszyć na płaskich rozgrzanych kamieniach. Dziewczęta zrzuciły z siebie bluzki i spódnice, pokryły się mydlaną pianą i stały się białe. Chłopcy po drugiej stronie rzeki wpatrzyli się łapczywie. Dziewczęta miały zgrabne figury, duże piersi i zachowywały się swobodnie. Któryś z nich wystawił głowę, dostrzegły go. – Dlaczego się chowacie? – zawołały. – Podrapiecie się o krzaki! Chodźcie tutaj! Rozebrane dziewczęta zuchwale śmiały się z wypatrujących oczy chłopców i zachęcały, aby zamiast kryć się w krzakach, przeszli do nich na drugą stronę rzeki. Pierwszy Max de Villiers rzucił się do ucieczki.

  • Azja Sri Lanka
    Beata Pawlikowska

    HERBATA

    Czyli walka na śmierć i życie

    - To jest bajka – pomyślałam, wyglądając przez okno. – A może to tylko sen? Uszczypnęłam się. Wstałam z łóżka. O błękitnym świcie widać było mgły unoszące się nad jeziorem, wzgórza, drzewa i cienie kładące się na nich pastelowymi barwami. Jezioro było pełne nieba, choć równie dobrze można by powiedzieć, że niebo wpadło do jeziora i było pełne wody. Chciałabym znaleźć łódkę i wypłynąć na jego środek, wiosłować przez świetlistą mgłę i… Poruszyłam nosem. Do pokoju wpadł oszałamiający zapach świeżo parzonej kawy. Czym prędzej umyłam się, ubrałam i ruszyłam na jej poszukiwanie. Sri Lanka bywa pieszczotliwie nazywana Perłą Oceanu Indyjskiego, a ja znajdowałam się właśnie w samym środku tej perły, czyli na wzgórzach w centralnej prowincji. Przed przyjazdem miałam oczywiście pewne wyobrażenie o tym, jak wygląda plantacja. 

  • Afryka Sudan
    Jędrzej Czerep

    Wyborcza gorączka

    Największe państwo czarnej Afryki na pięć liter? Miłośnicy krzyżówek będą musieli zmienić przyzwyczajenia – tym krajem nie będzie już Sudan, który na naszych oczach rozpada się na dwoje. Juba do niedawna była tylko senną afrykańską mieściną, a wkrótce zostanie najmłodszą stolicą świata.

    Santino, dwudziestoletni student, tłumaczył mniej zorientowanym, jak prawidłowo złożyć kartę do referendum. Nie w poprzek, tylko wzdłuż, inaczej świeży tusz z rubryki „separacja” mógłby, wbrew intencjom wyborców, poplamić rubrykę „jedność” i głos byłby źle odczytany. Na plebiscyt, który pozwoli czarnym Sudańczykom z Południa oddzielić się od arabskiej Północy, mieszkańcy tego regionu czekali 50 lat!

  • Europa Ukraina Huculszczyzna
    Karolina Kwiecień
    Zdjęcia: Julia Witczuk Zdjęcia: Stanisław Pagacz

    Huculska Baśń zimowa

    Huculszczyzna leży na końcu świata. Nie na dalekim, egzotycznym końcu wielkiego świata, ale całkiem bliskim, swojskim końcu naszego światka. Choć zmieniały się granice państw, zawsze tam leżała. Teraz zajmuje skrawek zachodniej Ukrainy, a nieliczne przysiółki znajdują się też po rumuńskiej stronie Czarnohory.

    Huculszczyzna miała opinię krainy niedostępnej, niecywilizowanej, zamieszkanej przez dziki lud tajemniczych Hucułów. Tak postrzegali ją urzędnicy państwowi Cesarstwa Austro-Węgierskiego, tak malowali młodopolscy artyści międzywojennej Rzeczypospolitej, tak o niej mówili działacze partyjni ZSRR, tak też opisują ją na blogach turyści.

  • Ameryka Północna USA Vermont
    Marek Arcimowicz

    Inny odcień bieli

    Ten wypad zasadniczo zmienił moje poglądy na temat organizacji narciarstwa i filozofii budowy ośrodków narciarskich. Dziś mam inne oczekiwania. I nie chodzi tu o najnowsze „gondolki” i świeżo ratrakowane, szerokie jak lotnisko trasy. Zobaczyłem, że w ośrodku narciarskim najważniejszy może być... narciarz. Po co się robi ośrodek narciarski? Po to, żeby ludzie mogli wyszaleć się na nartach, ewentualnie snowboardach. Amen. Ale zacznijmy od początku... Schematy, w które wpadamy w życiu, bardzo często zamykają nam oczy na okazje – te przemykają tuż obok. Ilu z tych, którzy byli w Nowym Jorku, brało pod uwagę wypad na narty? Powiem to, co zauważyłem: bardzo niewielu!

Podziel się!

Adres redakcji:
ul. Jaśkowa Dolina 17
80-252 Gdańsk
e-mail: redakcja@poznaj-swiat.pl
tel. 535 444 990

PRENUMERATA:
tel. 58 350 84 64

Wydawca:
PROBIER
spółka z o.o.
Kowale Glazurowa 7
80-180 Gdańsk