Numer archiwalny / Luty 2015

Jesteś tutaj: Strona główna2015Luty

ROZWIŃ PEŁEN SPIS TREŚCI
  • Ameryka Południowa Argentyna
    Anna Dąbrowska
    Zdjęcia: Anna Dąbrowska

    Moto tango argentyńskie

    Nie było ciepło, choć słońce górowało w zenicie. Nie było zimno, choć każdy podmuch miał w sobie coś złowieszczego. Przed nami rozpościerał się niezwykły „krajobraz nicości”, a w nim mocno osadzone Andy i zupełnie pusta ruta 40. Droga w sercu wielkiego kontynentu, na której byliśmy tylko my i nasze motocykle.Moja maszyna wyraźnie się rozhulała, ale jak tu się nie cieszyć, skoro trasa płaska jak stół aż po horyzont. Pierwszy przystanek w Argentynie to Chilecito, miasteczko senne, ale niepozbawione specyficznej magii. Lata świetności ma już za sobą. Cud inżynierii, czyli prowadząca w góry, długa na 40 kilometrów kolejka wagonikowa wraz z całą maszynerią stoi bezczynnie w blasku późnopopołudniowego słońca. Kolejka była dziełem inżynierów brytyjskich i niemieckich. Przez pierwsze trzydzieści lat minionego stulecia pracowała, transportując ludzi i aprowizację do kopalni w górach.

  • Australia i Oceania Australia
    Anna Bunikowska
    Zdjęcia: Anna Bunikowska

    Pośrodku niczego

    Nullarbor oznacza „krainę bez drzew”. To adekwatna nazwa równiny rozciągającej się wzdłuż centralnej części południowego wybrzeża Australii. Nie oddaje jednak istoty tego miejsca, ponieważ Nullarbor to nie tylko brak drzew. To kompletna pustka. W naszych marzeniach „wielkiej wyprawy dookoła świata” nigdy nie planowaliśmy podróży przez Australię. Nie z powodu geograficznej ignorancji czy ukrytych antypatii do kangurów i państw wyrosłych z kolonii karnych. Przyczyną było realistyczne umiarkowanie w marzeniach oraz skromność zasobów finansowych. Tak się jednak złożyło, że pod wpływem chwili i promocyjnej ceny biletów wylądowaliśmy w Perth. Po kilku tygodniach chaotycznego autostopowania w południowo-zachodniej Australii, odbijania się od bram sadów, winnic i stadnin koni, nasza podróż zyskała ostateczny kierunek. Na wschód. Południowym wybrzeżem.

  • Poznaj zwyczaj Etiopia
    Elżbieta i Piotr Hajduk
    Zdjęcia: Elżbieta i Piotr Hajduk

    Skok w dorosłość

    Dolina rzeki Omo wstaje ze snu. Z legowiska z koźlej skóry podnosi się kobieta Mursi. Wkłada w usta krążek – dziś mogą przyjechać turyści… Za meandrem rzeki wychodzi z chaty Hamerka. Rozpala ogień, aby zrobić śniadanie. Jest piękna. Kolorowych ozdób zdobiących jej nagie ciało nie zdejmuje nawet do snu… Mężczyzna z plemienia Karo przygotowuje właśnie glinkę do malowania wymyślnych wzorów na ciele, rysunek zastąpi ubranie… I tak jest tu od wieków. Na południe Etiopii, do Doliny Omo najlepiej dostać się samochodem terenowym. Komunikacja autobusowa praktycznie tam nie dociera. Droga ciągnie się wzdłuż Rowu Abisyńskiego – najbardziej na północ wysuniętej części Wielkiego Rowu Afrykańskiego. Widać lepianki pobudowane z żerdzi, słomy i zmieszanej z wodą ziemi.

  • Europa Holandia
    Nina Jansen
    Zdjęcia: Nina Jansen

    Watty - moc życia

    Morze Wattowe rozciąga się wzdłuż wybrzeża Holandii, poprzez Niemcy, aż po Danię. Obejmuje południowo-wschodnią część przybrzeżnych akwenów Morza Północnego, między kontynentem a łańcuchem Wysp Fryzyjskich. Jest to obszar w świecie wyjątkowy. Ale, jak mylnie sugeruje nazwa, nie jest wcale morzem.

     

    To „morze” jest wielkim równinnym obszarem, zalewanym podczas przypływów. Sukcesywnie zamulanym i zarastanym przez roślinność bagienną, który po wysuszeniu tworzy bardzo żyzne tereny. To one nazywane są wattami. Te rozległe równiny pływowe, zwane także osuchami, mają 450 km długości, a szerokości od 10 do 30 km. Do powstania Morza Wattowego, oprócz pływów, przyczyniło się jeszcze kilka innych czynników: wyspy od strony otwartego Morza Północnego, łagodnie nachylone dno morskie, drobny materiał denny i umiarkowany klimat. Całość stanowi unikalne zjawisko przyrodnicze na świecie.

  • Ameryka Północna Kanada
    Kamila Kielar
    Zdjęcia: Kamila Kielar

    Opowieści zagrzebane w śniegu

    Mało kto zyskał tyle na gorączce złota co Jack London. Bo w czasach największego w historii świata szaleństwa połączonego z chciwością i marzycielstwem sprytni doskonale wiedzieli, że to nie na kruszcu się zarabia. Z pełnymi kieszeniami zostawali więc hotelarze, właściciele saloonów i domów publicznych, a także prostytutki, oszuści i mordercy. I Sknerus McKwacz, rzecz jasna. Natomiast pisarz Jack London wygrał najwięcej – nieśmiertelność. Ironia gorączki złota nad Klondike w samej końcówce XIX w. polegała na tym, że aby dostać się w okolice Dawson City, gdzie trójka pionierów dorobiła się – dosłownie – worków złota, trzeba było spędzić rok w drodze, a gdy większość już tam dotarła, gorączka stała się co najwyżej jedynie podwyższoną temperaturą. Wędrówka zajmowała tyle czasu z kilku powodów. Przede wszystkim wedle przepisów każdy musiał mieć ze sobą zapas jedzenia na rok.

  • Świat w obiektywie Polska
    Mikołaj Gospodarek
    Zdjęcia: Mikołaj Gospodarek

    Historia ukryta pod wodą

    Chrzęst lodu pod stopami i dźwięk rozpryskującej się wody przerywają ciszę panującą nad Jeziorem Turawskim. Chodzę po wodzie czy po lesie? Otaczają mnie korzenie starych drzew. Martwe kikuty kierują się tęsknie ku niebu. Jezioro to tak naprawdę zbiornik retencyjny o powierzchni 24 km2, wysokości zapory 13 m, głębokości do 13 m i pojemności maksymalnej 108 mln m3.

  • Azja Turkmenistan
    Witold Repetowicz
    Zdjęcia: Witold Repetowicz

    Szczęśliwi wyjeżdżać nie muszą

    Taki kraj to raj na ziemi. Gaz i energia za darmo, a czynsz płacą tylko bogaci, mieszkający w apartamentach. Litr benzyny kosztuje złotówkę. Bilety na komunikację publiczną też bardzo mało. No i jedzenie jest tanie. Szczęśliwi w szczęśliwym kraju… Więc po co stąd wyjeżdżać? Tutejsza władza ma na to pytanie odpowiedź i tylko nieliczni obywatele tego kraju dostają paszport, nawet jeśli upadek Związku Radzieckiego spowodował, że czyjaś rodzina została na przykład w Kazachstanie. Turkmenistan to jeden z najbardziej zamkniętych krajów na świecie. – My chętnie dajemy wizy, ale oni ich nie wypuszczają – opowiadała mi Irina, Rosjanka z Kazachstanu, pracująca w tamtejszym MSZ, z którą podróżowałem z miasta Turkmenbaszy do Kazachstanu. – Tu jest jak w „Ojcu chrzestnym” – władza im daje, co trzeba, ale nic więcej, i żąda posłuszeństwa – dodaje. – Pensje Turkmenów też są niskie, bo po co im wyższe, skoro wszystko mają za darmo? Tylko jeśliby jednak wyjechali, to za granicą będą dziadami.

  • Afryka Uganda
    Krzysztof Błażyca
    Zdjęcia: Krzysztof Błażyca

    Między magią a religią

    – Chodźmy na wzgórze. Pokażę ci miejsca czarowników – rzuca Wojtek. „Znowu się zaczyna” – myślę, wspominając zeszłoroczne czary w Nigerii, nawiedzony dom przyjaciela w Kenii i opowieści zaserwowane zaledwie parę godzin po moim przylocie do Ugandy. A teraz ten Wojtek… Gdyby choć jakieś nabożne wprowadzenie (Wojtek jest misjonarzem) albo kilka słów o społecznym kolorycie Matugi, w której pracuje. Ale nie. Wojtek na dzień dobry wali z grubej rury. I jeszcze dodaje, że jeśli spotkamy któregoś z czarowników, to „po prostu się wycofamy”. Bo jego tam nie lubią. A właściwie to się boją, bo wchodzi im w paradę. Jego „czary” są mocniejsze. – Mój plan – mówi franciszkanin – to postawić krzyż na wzgórzu. Aby górował nad miastem, a oni przestali wykorzystywać zabobonność ludzi.

  • Europa Włochy
    Przemysław Kozłowski
    Zdjęcia: materiały prasowe Südtirol

    Tyrolska kombinacja alpejska

    Jeśli tylko raz w roku jeździmy na narty w Alpy, to miejsce trzeba wybrać z głową. Jeżeli lubimy niemiecki porządek, to jedziemy do Austrii, Niemiec czy Szwajcarii. Jeśli zaś spontaniczność południowców – wybieramy Włochy lub Francję. A gdyby tak połączyć germański Ordnung ze śródziemnomorską manianą? Jedziemy do Południowego Tyrolu! A właściwie do Tyrolu Południowego lub Górnej Adygi, bo takie są prawidłowe polskie nazwy geograficzne tego regionu. W ogóle niezłe zamieszanie z tymi nazwami. Po niemiecku to Autonome Provinz Bozen – Südtirol, po włosku Provincia autonoma di Bolzano – Alto Adige, a w języku ladyńskim, tak jak w niemieckim, Südtirol, choć to język z grupy romańskiej, a nie germańskiej. Czemu więc we włoskiej nazwie nie ma słowa Tyrol?

Podziel się!

Adres redakcji:
ul. Jaśkowa Dolina 17
80-252 Gdańsk
e-mail: redakcja@poznaj-swiat.pl
tel. 535 444 990

PRENUMERATA:
tel. 58 350 84 64

Wydawca:
PROBIER
spółka z o.o.
Kowale Glazurowa 7
80-180 Gdańsk