Numer archiwalny / Marzec 2012

Jesteś tutaj: Strona główna2012Marzec

ROZWIŃ PEŁEN SPIS TREŚCI
  • Prezentujemy dźwiękową wersję marcowego numeru miesięcznika Poznaj Świat, która powstała z myślą o osobach niewidomych. Artykuły czytają studenci Warszawskiej Szkoły Filmowej Bogusława Lindy i Macieja Ślesickiego, która zaoferowała nam swoją darmową pomoc.

  • Wojciech Albiński

    Mafeking

    Klub Farmerów mieścił się w budynku z końca dziewiętnastego wieku. Kolonialna architektura, potęga, solidność i bogactwo. Nie było tu miejsca na cienkie ozdoby, strzeliste łuki czy wątłe kolumny zakończone rzeźbami. Ten rodzaj zdobnictwa zostawiano cudzoziemskim burdelio.
    Na ścianach zachowało się kilka portretów brytyjskich generałów i gubernatorów. Z dłońmi spoczywającymi na głowicach szabel, w tunikach obsypanych orderami, spokojnie patrzyli w przestrzeń, pewni wierności swoich oficerów i wagi sprawy, jakiej służą. Kilku portretów brakowało. Zastąpiono je malowidłami przedstawiającymi łańcuchy górskie, wodospady i tańczących wojowników w spódniczkach. W jednym miejscu kryształowy żyrandol zastąpiono skręconymi drutami i kołem od wozu ozdobionym żarówkami.

  • KOLOSY 2011 Czad
    Dominik Szmajda
    Zdjęcia: Dominik Szmajda Zdjęcia: Katarzyna Falkowska Zdjęcia: Andrzej Zadworny

    Czad na rowerach

    Już sama nazwa kraju brzmi ekstremalnie. Przygotowując się do wyjazdu, potrzebowaliśmy jednak konkretów, a te trudno znaleźć, bo aktualnych przewodników książkowych po tym kraju po prostu nie ma. Mały, 13-stronicowy rozdział o Czadzie w przewodniku Lonely Planet „Africa”, przedstawia kraj jako niebezpieczny i wyjątkowo nieprzyjazny turystom, gdzie skorumpowani policjanci i żandarmeria tylko czyhają na możliwość wymuszenia łapówki od nielicznych białych. Na dodatek Czad w ostatnich latach był areną licznych krwawych rebelii, przerywanych krótkimi okresami napięć społecznych.
    Przeczesywanie internetu pozwoliło nam znaleźć pojedyncze relacje sprzed kilku lat z podróży w okolice jeziora Czad i Ndżameny, stolicy kraju. Jednak nikt nie podróżował po południowej części Czadu, nikt nie zapuszczał się na rowerze w dzikie okolice jeziora Iro, w ogóle nikt tam nie podróżował.

  • Ameryka Południowa Ekwador
    Przemysław Kozłowski

    Kraj na środku świata

    Choć równik przecina wiele państw, tylko Ekwadorczycy byli z tego faktu tak dumni, że nazwę swego kraju wzięli od linii dzielącej Ziemię na dwie połówki. A na tej linii zbudowali ogromny monument i muzeum Mitad del Mundo – „środka świata”.
    Niezła szopka z tym równikiem. Przez obszar oficjalnego, państwowego muzeum ciągnie się gruba, żółta linia namalowana olejną farbą, na której stojąc w rozkroku, leżąc lub przyjmując inne, dziwne pozy, fotografują się turyści. Trochę dalej, na terenie prywatnego muzeum wymalowano czerwoną linię, na której przeprowadzane są eksperymenty mające dowieść, że równik przebiega tak naprawdę tutaj. Zaś pomiędzy jednym a drugim muzeum można spotkać Indian, którzy za 25 dolarów zaprowadzą na wzgórze Catequilla, gdzie przez tysiącletnie indiańskie sanktuarium przebiega ten podobno najprawdziwszy równoleżnik 0°.

  • KOLOSY 2011 Indonezja
    Anna Urbańska
    Zdjęcia: Anna i Jakub Urbańscy

    Zobaczyć Białego

    Organizacja Survival International szacuje, że na świecie wciąż żyje około stu grup plemiennych, które nigdy nie miały bezpośredniej styczności z ludźmi z zewnątrz. Izolacja jest na ogół ich świadomym wyborem. Jedno z takich plemion żyje w dorzeczu rzek Eilanden i Becking, w indonezyjskiej części Nowej Gwinei. Jest to teren wyjątkowo trudno dostępny – nizinna dżungla poprzecinana dziesiątkami rzek i strumieni, na północy odcięta stromymi łańcuchami gór, na południu bezkresnymi bagnami, ciągnącymi się aż po wybrzeże Morza Arafura.
    Izolacja geograficzna, wojownicze usposobienie i niezwykłe przywiązanie do tradycji sprawiły, że żyjące w tym rejonie plemię Korowai przetrwało do początku XXI wieku jako osobliwy skansen epoki kamiennej.

  • Europa Irlandia
    Marek Grubka
    Zdjęcia: Marek Grubka Zdjęcia: Marcin Lisak

    Święto zielonej wyspy

    Stolica Irlandii jest często wybierana na krótki, weekendowy wypad. Najczęściej kojarzona jest ze średniowieczną księgą „Book of Kells”, pisarzem Jamesem Joyce’em i piwem Guinness. Turyści z wielu krajów chętnie decydują się na krótki przyjazd do Dublina przy okazji święta patrona Irlandii, św. Patryka. Cel wizyty to obejrzeć paradę w centrum miasta, przeżyć świąteczny nastrój w dublińskim pubie i odwiedzić kilka ważnych zabytków kultury.

    Św. Patryk urodził się ok. 385 r. na terytorium rzymskiej części Brytanii, na terenach dzisiejszej Walii. Z pochodzenia był Brytem, nie Irlandczykiem. Pochodził z dość zamożnej rodziny, co więcej – kapłańskiej. Jego ojciec był diakonem, a dziadek kapłanem Kościoła katolickiego (celibat obowiązuje w Kościele katolickim od XII w.). Jako 16-letni młodzieniec, Patryk został porwany przez irlandzkich piratów i sprzedany w niewolę.

  • Ameryka Północna Kanada
    Agnieszka Borkowska
    Zdjęcia: Agnieszka Borkowska

    Przyjazna metropolia

    Na Pearson International Airport w Toronto witają mnie czerwone liście klonowe na statecznikach samolotów Air Canada. Symbol klonowego liścia odnajduję przez następne dwa tygodnie wszędzie: na flagach, butelkach z syropem klonowym, a nawet wplecione w logo restauracji McDonald’s.
    Początki Toronto sięgają XVIII wieku, kiedy ziemia nad jeziorem Ontario została zakupiona przez koronę brytyjską od plemienia Mississauga i założono Town of York. W 1834 roku York otrzymał prawa miejskie pod nazwą Toronto. Znaczenie tej nazwy jest tematem dyskusji, zaś najpopularniejsza z hipotez, autorstwa historyka Henry’ego Scaddinga, zakłada, że słowo pochodzi z języka plemienia Huronów i oznacza „wielu ludzi” albo „miejsce spotkań”. Zważywszy, że w Toronto spotykają się rozliczne grupy etniczne i kulturowe, jest to interpretacja dość wiarygodna i trafna.

  • Europa Polska
    Agnieszka Kantaruk
    Zdjęcia: Agnieszka Kantaruk

    Anielskie miasteczko

    Lanckorona położona w Beskidzie Makowskim to miejscowość od lat hołubiona przez artystów. Śpiewał o niej Marek Grechuta, na płótnach i kliszach uwieczniali ją miłośnicy sztuk plastycznych. Nie bez przyczyny – lanckoroński rynek, przy którym zachowała się XIX-wieczna architektura drewniana, to prawdziwa perełka, a zarazem tylko jedno z wielu pięknych miejsc, które warto tu odwiedzić.
    O Lanckoronie mówi się, że to miasto aniołów. Z jednej strony, dlatego że w tutejszych pracowniach artystycznych powstają liczne podobizny tych posłańców niebios – ceramiczne, gliniane, drewniane i dziergane na szydełku – a z drugiej, bo to miejsce gromadzące szlachetnych ludzi. Coś musi być na rzeczy z aniołami sprawującymi pieczę nad Lanckoroną – przez stulecia przetrwała różne dziejowe zawieruchy, a dziś przynosi kojący odpoczynek każdemu, kto się tu zjawi. „U nas czas płynie wolniej” – mówią rdzenni mieszkańcy i nie sposób z nimi polemizować.

  • KOLOSY 2011 Rosja
    Monika Witkowska
    Zdjęcia: Monika Witkowska

    I jak tu nie kochać Czukczów?

    Do położonego na północy Czukotki Enurmino nie prowadzą żadne drogi, a statek z zaopatrzeniem do jedynego sklepu dopływa tylko raz w roku. Życie mieszkańców toczy się wokół polowań – na foki, morsy i wieloryby.
    Przypływamy do Enurmino późną nocą. Zmęczeni, bo żeglowanie po Oceanie Arktycznym w dwie osoby i na malutkim jachcie potrafi dać nieźle w kość. Rzucamy kotwicę i od razu kładziemy się na koje, ciesząc się, że wreszcie się wyśpimy, choćby i do południa.
    Płonne nadzieje. Wczesnym rankiem, około szóstej, Börje, mój szwedzki kompan, potrząsa moim ramieniem. – Chyba musisz wstać. Mamy gości! Mrucząc pod nosem niezbyt miłe słowa, wystawiam na pokład głowę i… chyba wciąż śnię! Przy burcie aż roi się od malutkich łódek, w których siedzą stłoczeni miejscowi rybacy ze swoimi żonami i dzieciakami. Nigdy w życiu nie widzieli jachtu, postanowili więc przyjrzeć się mu z bliska.

  • Azja Tajlandia
    Michał Pauli

    Duchy z Isan

    Jest takie miejsce, gdzie raz do roku można zobaczyć setki duchów. Phi Ta Khon, tak nazywają tutaj te zmory, przetaczają się całymi stadami przez małe miasteczko Dan Sai, w prowincji Isan, 500 kilometrów na północny wschód od Bangkoku.
    – Wystarczy, że powiem Phi (duch), a kilka siada mi na ramieniu – powiedziała ciemnooka dziewczyna, rozglądając się nerwowo. Nie zachwycił jej temat, który zacząłem drążyć. Małe, bogato zdobione budowle przypominające budki dla ptaków, napotykałem na każdym kroku. Musiałem wreszcie poznać ich przeznaczenie. San phra phum – domy duchów można znaleźć prawie w każdym tajskim domostwie, są też obecne na ulicach, a nawet w dzikich miejscach, gdzie nikt właściwie nie bywa. Podróżując po Azji południowo-wschodniej, można zobaczyć je również w Laosie, Kambodży i Birmie, czyli wszędzie tam, gdzie rozciągało się królestwo Khmerów i panowała kultura przesiąknięta hinduizmem.

  • Dariusz Rosiak

    Świat według wzorca

    Polacy piją codziennie gorzałę i są katolikami, ale nie tak żarliwymi jak Brazylijczycy (Pan Jezus był przecież Brazylijczykiem), którzy zaraz po mszy codziennie grają w piłkę nożną.

    Anglicy są pozbawieni uczuć, poza jednym – pogardą wobec nie-Anglików, wszystkie Hiszpanki mają owłosione nogi i tańczą flamenco, a Francuzi są najlepszymi kochankami na świecie. Amerykanie są głupi, bo nie umieją odróżnić Budapesztu od Bukaresztu, Włosi to nieroby, którzy kochają tylko mamę i makaron, a Niemcy kochają parady wojskowe i jako jedyni na świecie umieją zrobić niepsujący się samochód.

  • Zofia Piłasiewicz
    Zdjęcia: Piotr Kuryło

    Biegiem dookoła świata

    – Bóg rozdziela ludziom różne talenty, mnie dał talent do biegania – mówi Piotr Kuryło, przez wielu nazywany Forrestem Gumpem, jak bohater filmu Roberta Zemeckisa. Bieganie było obsesją Piotra, ale w pewnym momencie stało się przekleństwem. Ciągłe kłopoty finansowe, trudności z utrzymaniem rodziny i ludzka złośliwość sprawiły, że miał dość. Wtedy zdecydował: koniec z bieganiem. Ale koniec musiał być efektowny. Musiał też być ciężki, męczący, tak aby wyczerpał całkowicie chęć do kolejnych startów. Któregoś wieczoru Piotr wziął globus i powiódł po nim palcem. Już wiedział – obiegnie Ziemię dookoła.

  • KOLOSY 2011 Atlantyk
    Aleksander Doba
    Zdjęcia: Jerzy Arsoba Zdjęcia: Archiwum autora

    Kajakiem przez ocean

    Post scriptum

    Gdy opowiadam o moich wyprawach kajakowych, często cytuję słowa sir Ernesta Shackletona, irlandzkiego podróżnika i polarnika z początku XX wieku: „Morze, to żywioł, którego nie zwycięży się nigdy; można być jedynie niepokonanym”. Ja Atlantyku nie pokonałem. Ja go tylko przepłynąłem, nie dając się pokonać.
    Część ubiegłej jesieni i zimy spędziłem w kajaku na Oceanie Atlantyckim. Z zainteresowaniem czytałem potem artykuł w miesięczniku Poznaj Świat napisany na podstawie mojego wywiadu udzielonego patronowi medialnemu Transatlantyckiej Wyprawy Kajakowej, Jerzemu Arsobie. Kilka dni po dopłynięciu do Ameryki Południowej byłem „przesłuchiwany przez niego na okoliczność tego dokonania”. Ten interesujący artykuł napisany na gorąco przez Janusza Czerwińskiego wymaga jednak mojego uzupełnienia o ciąg dalszy, a także sprostowania. Zdaję sobie sprawę, że dziennikarze ubarwiają czasem wypowiedzi rozmówców, zapewniam jednak, że zjadając ryby na surowo, wcześniej usuwałem ich wnętrzności.

  • Krzysztof Paul
    Zdjęcia: Krzysztof Paul Zdjęcia: Jan Faściszewski

    Piechotą przez morze

    Stara kobieta szła szybko po lodzie, od wyspy ku lądowi. Właśnie przed chwilą zeszliśmy na taflę i Krzysztof popędził w jej kierunku, by zasięgnąć języka.
    – No i czego się dowiedziałeś? – Niczego, ona mówi tylko miejscowym dialektem. Pozostała nam więc tylko nawigacja osobista, na którą składały się: mapa z 2003 roku, dwa małe GPS-y i trzy sportowe kompasy do biegów na orientację. Była szansa, że nie zabłądzimy.
    Pierwsi rodacy przeszli zamarzniętą Zatokę Botnicką w kwietniu 1978 roku. Była to ekipa Szkoły Morskiej ze Szczecina: Stefan Matalewski, studenci Lech Łaski, Mirosław Gendaj i Sławomir Walkowiak oraz ks. prof. Andrzej Woźnicki z Uniwersytetu w San Francisco. Dopłynęli polskim statkiem towarowym do Lulei w Szwecji, gdzie zgłosili się do kapitanatu portu, wyjawiając swój zamiar. Trwał wtedy najbardziej gorący okres zimnej wojny.

Podziel się!

Adres redakcji:
ul. Jaśkowa Dolina 17
80-252 Gdańsk
e-mail: redakcja@poznaj-swiat.pl
tel. 535 444 990

PRENUMERATA:
tel. 58 350 84 64

Wydawca:
PROBIER
spółka z o.o.
Kowale Glazurowa 7
80-180 Gdańsk