Numer archiwalny / Maj 2011
Jesteś tutaj: Strona główna › 2011 › Maj
-
Eunice
Trzasnęły drzwi na korytarzu prowadzącym z kuchni i wbiegła zadyszana Eunice.
– Muszę coś powiedzieć!
– Nie teraz – odprawiłem ją ruchem ręki.
Jej czarna, okrągła twarz w białym otoczku i pałające zuluskie oczy zdradzały wielkie podniecenie. Posłusznie wycofała się. Było to wyjątkowo uroczyste przyjęcie przygotowywane od wielu tygodni. Jakość win i ich staranny wybór grały tu podstawową rolę, także sposób podania potraw i błysk sreber. Sześć osób siedziało przy stole, mężczyźni w ciemnych garniturach, architekt Francois Pienaar, pochodzący ze starej afrykanerskiej rodziny, jak zwykle przywdział wielką, fantazyjnie zawiązaną muszkę i marynarkę z bordowego aksamitu. Jego żona, Cerita, miała na sobie kilka „pieces” starej biżuterii. Lecz główną osobą był profesor Hurth, ekonomista i polityk. Chlubił się dorobkiem naukowym, szczególnie docenianym w sferach zbliżonych do rządu. Jak mało kto znał on wewnętrzne rozgrywki w państwach afrykańskich, słabostki ich prezydentów i trudne do prześledzenia powiązania rodzinne.cały artykuł w numerze na stronie nr 12 -
Europa Cypr
Pęknięta Wyspa
Być stoikiem (na Cyprze)
A może by tak wyzbyć się smutków i obaw? Zawiści i pożądliwości... Uniezależnić się od zewnętrznych okoliczności, żyć w zgodzie z naturą i być szczęśliwym... Trudne zadanie? Nie na Cyprze! Stoicyzm to kierunek filozoficzny, który powstał w III wieku przed naszą erą w Atenach za sprawą Cypryjczyka, Zenona z Kition.
cały artykuł w numerze na stronie nr 74 -
Europa Czechy
Zamyślona kraina
Jak do Czech, to do Pragi. Ewentualnie do Brna czy Ołomuńca. Na pewno warto. Jednak szkoda, że najczęściej jeździmy tylko tam. Miejsc interesujących z bogatą historię i zabytkami, jak powyższa czeska turystyczna „święta Trójca”, jest u naszych południowych sąsiadów naprawdę sporo. Ot, chociażby Czechy Południowe, „ziemia zamyślona”, jak mówił poeta Ladislav Stehlík.
Mając przed sobą mapę tego regionu i zakreślając na niej w dowolnym miejscu okrąg o promieniu trzydziestu kilometrów – mamy gwarancję, że w jego obrębie znajdą się, co najmniej, dwa rezerwaty przyrody, z pięć zamków lub pałaców, około piętnastu innych zabytków kultury i co najmniej trzydzieści miejsc, gdzie „czepuje” się Budějovický Budvar.
cały artykuł w numerze na stronie nr 68 -
Wyspy i wysepki Dania Bornholm
Może by tak wpaść i popedałować
Pomysł wyjazdu na Bornholm pojawił się nagle, na cztery dni przed początkiem tygodniowego urlopu. Zdążyliśmy kupić bilety na pociąg i prom, odszukać w piwnicy namiot i trochę go przewietrzyć. Nie zdążyliśmy tylko zaplanować naszego pobytu... i dobrze się stało.
Bez planu, bez stresu, byle nie bez sensu
Podróże warto planować, by w czasie, jaki mamy, zobaczyć jak najwięcej i jak najlepiej poznać odwiedzane miejsce. Z drugiej strony, planowanie wiąże się ze stresem, zwłaszcza gdy na miejscu okazuje się, że plan nie wypala. A na Bornholmie po prostu nie ma potrzeby planowania. Ta niewielka, zbliżona wielkością do powierzchni Warszawy (ok. 600 km2) wyspa jest tak pełna atrakcji, że gdzie się nie ruszyć, na pewno natkniemy się na coś godnego uwagi. Wszystko jest w zasięgu ręki (a już na pewno w zasięgu roweru), wystarczy wstać rano, postanowić, na co ma się ochotę i ruszać – rowerem, pieszo, na rolkach, autobusem... Możliwości jest wiele, a teraz już wiem, że tydzień to za mało, żeby dobrze poznać wyspę, która dzięki swej różnorodności nazywana jest „Skandynawią w pigułce”.cały artykuł w numerze na stronie nr 46 -
Ameryka Północna Dominikana
Dominikana
Po szczęśliwszej stronie wyspy
Rocznie ponad milion turystów odwiedza i zalega na 30-kilometrowym pasie bielutkich plaż pomiędzy Punta Cana a Bavaro. Tu rozlokowane są dziesiątki luksusowych kurortów oferujących wypoczynek w formule „all-inclusive”. To prawdziwe fabryki wypoczynku. Jeśli fabryki – to taśma, a jeśli taśma – to produkt seryjny. Nie mogą więc dziwić ciągnące się kilometrami plaże, przykryte kolorowymi ręcznikami frotte lub zastawione plastikowymi leżakami na których białe ciała, głównie z Kanady i USA, chłoną słoneczne promieniowanie. W Nowym Jorku i Toronto jest ta sama godzina, co na Dominikanie, ale gdy tam zimowy wiatr zawiewa śnieżne zaspy na próg, tu leciutka bryza znad Morza Karaibskiego i cień wysokich palm, rosnących wprost na plaży, łagodzą żarliwość słonecznych promieni. Dla umęczonych zimą i wczesnowiosennymi roztopami ludów Ameryki Północnej i Europy – Dominikana w okresie od listopada do maja to gwarancja słońca i dobrego samopoczucia.
cały artykuł w numerze na stronie nr 30 -
Azja Indie
Największy diament Świata
Stanęłam przed srebrną bramą. Była wielka i ciężka, jak wrota do pałacu. Rozejrzałam się niepewnie. Miałam dziwne wrażenie, że ktoś mnie obserwuje. Nie jeden ktoś, ale tak jakby…Potrząsnęłam głową. Może za długo stałam na słońcu i dlatego teraz mam przywidzenia. Nawet nie całkiem realne, tylko… Zamrugałam. Ta wielka srebrna brama kryła w sobie jakąś tajemnicę i nawet jeśli naprawdę była wyposażona w śledzące mnie oczy, postanowiłam ją zgłębić. Pchnęłam drzwi. Przestąpiłam przez próg. – Buty – szepnął strażnik, wskazując na moje sandały. Racja, do świętych miejsc nie wolno wchodzić w obuwiu. Trzeba ich dotykać nagimi stopami, mimo że… Zadrżałam. Biała marmurowa posadzka pod moimi bosymi stopami była dziwnie wilgotna. Wydawało mi się, że wdeptuję w…
– Ooooch! – wyrwało mi się z ust.cały artykuł w numerze na stronie nr 90 -
Azja Indonezja
Szerpowie piekieł
Jawajczycy mieszkający w sąsiedztwie wulkanu Kawah Ijen uważają go za żywą istotę. Nieprzewidywalną i przerażającą. Życie w symbiozie z aktywnym wulkanem nie jest łatwe, nawet wtedy, gdy pełni on rolę głównego żywiciela całej okolicy. Położony na wschodnim krańcu Jawy krater Kawah Ijen nie jest tak znany jak sąsiedni wulkan Bromo, ale i on przyciąga wielu turystów. Do pieszego szlaku na dymiącą górę docieramy o 7 rano, po trzech godzinach jazdy wyboistą drogą z leżącego 70 km na zachód od Ijen miasteczka Bondowoso.
-
Azja Laos
Wszyscyśmy z tej dżungli
U Górali z Laosu
Gdzieś tam daleko pozostała złota świątynia That Luang. Najświętsza w Laosie. I liczne inne wspaniałe budowle. Nie tym razem! Atrakcje stołecznego Vientiane pozostawiam na inną okazję. Jadę do górskich plemion – Hmongów i Khamów. Kierunek – „złoty trójkąt”! Na zaspanych jeszcze uliczkach Luangprabang zaczęli pojawiać się pomarańczowi mnisi. Ranki są dla nich ważne, bo dzięki temu, czym wypełnią się wtedy ich miski, będą mogli przetrwać dzień bez burczenia w brzuchach. Dla tych, którzy im te miski wypełniają, takie poranki dają z kolei okazję do spełnienia dobrego uczynku i przygotowania sobie lepszego, następnego wcielenia. Dla mnie poranek to zawsze początek podróży: do sklepu za rogiem, do pracy, albo – tak, jak dziś – do dżungli. Dżip podskakuje co chwila na wyboistej drodze, w baniakach bulgoczą zapasy wody, a w żołądku sadowi się miłe podniecenie, przyprawione szczyptą niepewności i zaciekawienia: jacy będą tutejsi górale, żyjący tak daleko od miast i tak blisko tego, czym ziemia była, zanim owe miasta powstały?
cały artykuł w numerze na stronie nr 56 -
Azja Rosja Syberia
Koczowałam w Tundrze
Dwa miesiące u Nieńców
– Babuszka umarła już dawno, o tej porze roku, co teraz – mówi Anja, kładąc przede mną nowy kawałek surowego szpiku renifera. – Dawno, czyli kiedy? – pytam, rozmazując palcem po twardym jak kamień kawałku suchara, tłusty biały szpik. – Dokładnie nie pamiętam… Jakieś siedem czy osiem lat będzie na pewno. No, umarła i w czumie przeleżała do rana, razem z nami. Rano ją wynieśliśmy na zewnątrz i dokładnie zapakowaną przywiązaliśmy do sań. – Po co ją pakowaliście? – Jak to po co? Przecież w lipcu jedziemy dalej na północ, a cmentarz naszego rodu jest na południu, w przeciwnym kierunku. Zabraliśmy ją ze sobą w powrotnej drodze, pod koniec września. Zresztą człowieka trzeba pochować suchego, więc nie w lecie. Musi być ubrany w najlepsze ubrania. Gdybyśmy ją ubrali źle, byłoby zimno i jej, i nam – wyjaśnia Anja i siorbie głośno czaj przelany z filiżanki na spodek, jak to robili wszyscy Nieńcy, których do tej pory poznałam. Mieszkam z nimi już od pięciu tygodni i każdego dnia czymś mnie zaskakują.
cały artykuł w numerze na stronie nr 5 -
Ślady Biało-Czerwone Wielka Brytania
Zmocz Anglika na Ealingu
Gdy w 2004 roku Polska została przyjęta do Unii Europejskiej - Wielka Brytania, która od razu otworzyła swój rynek pracy dla nowych członków wspólnoty, stała się głównym kierunkiem nowej polskiej emigracji.
Według różnych szacunków liczebność brytyjskiej Polonii szybko wzrosła z około 150 tysięcy do miliona, z czego jedna trzecia osiadła w Londynie. W ten sposób staliśmy się trzecią po Indusach i Irlandczykach grupą narodowościową w Wielkiej Brytanii.
Oto migawki z życia polskiej diaspory na emigracji w Londynie, w latach 2006-2008.cały artykuł w numerze na stronie nr 81


.jpg)

.jpg)

.jpg)

.jpg)
.jpg)
.jpg)

