Numer archiwalny / Czerwiec 2011

Jesteś tutaj: Strona główna2011Czerwiec

ROZWIŃ PEŁEN SPIS TREŚCI
  • Wojciech Albiński

    Soweto - My love

    – Co robi Martin?
    – Zakochał się w pięknej Zulusce.

    Dwaj przyjaciele, obaj znacznie po pięćdziesiątce, spotkali się na lunchu w Klubie Przemysłowców. Obu cechowało umiarkowanie w ruchach i nabyta stateczność. Klub, wyłożony dywanami i boazerią, o tej porze trochę się ożywiał. Zjawiło się także kilku akcjonariuszy Towarzystwa Kopalnianego, jedni w towarzystwie pretensjonalnych żon, inni ponuro ciągnęli whisky wpatrzeni w holenderskie malowidło na ścianie. Gdy zbliżył się kelner, Roger i Simon zamówili różowe befsztyki, smażone ziemniaki w plasterkach i umiarkowane ilości czerwonego wina.

  • Azja Chiny
    Marta Zdzieborska
    Zdjęcia: Marta Zdzieborska

    Jedną stopą w sercu Azji

    Sinciang - Nowe chińskie kresy

    Chiny kojarzą nam się Pekinem, Wielkim Murem i terakotową armią. Mało kto dociera do zachodniej prowincji Sinciang, gdzie czuć już ducha Azji Środkowej, a zamiast żyznych pól ryżowych zobaczymy wszechobecny piasek. Gdy powiedziałam moim chińskim znajomym, że wybieram się do Sinciangu – patrzyli na mnie z niedowierzaniem. Obszar, zajmujący jedną piątą terytorium Państwa Środka, wielu Chińczykom jawi się jako odległa, nieprzystępna kraina, gdzie dominującą religią jest islam, a zamiast ryżu, mieszkańcy zajadają się okrągłymi chlebkami nang i przyrządzaną na różne sposoby baraniną. Sinciang – znaczy: Nowe Kresy. Miasto, oddalone o cztery tysiące kilometrów od Pekinu, zamieszkane jest przez Ujgurów. Lud ten, mówiący językiem podobnym do tureckiego, ma więcej kulturowo wspólnego z Turkami niż Chińczykami. Zamiast świątyń buddyjskich, w krajobraz miast wpisują się liczne meczety. Kobiety noszą barwne chusty, a bardziej konserwatywni mężczyźni dumnie prezentują długą brodę. Ten, trochę oderwany od Państwa Środka świat, z roku na rok staje się jednak bardziej chiński. Podobnie jak do Tybetu, przyjeżdża tutaj coraz więcej śmiałków w poszukiwaniu lepszej pracy.

  • Afryka Egipt
    Tomasz Herbich
    Zdjęcia: Tomasz Herbich Zdjęcia: PAP

    Plac Tahrir

    Aby obserwować zmiany w Egipcie, wystarczy być w jednym miejscu: na Placu Tahrir w centrum Kairu. Tu stoi ogromny budynek Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, budynki Uniwersytetu Amerykańskiego i Muzeum Egipskie ze skarbami Tutanhamona. Plac tradycyjnie jest miejscem wszelkiego rodzaju demonstracji, dotychczas szybko i sprawnie rozpędzanych przez policję prezydenta Mubaraka. Właśnie tu zaczynają zbierać się młodzi ludzie, zwołujący się przez internet na Facebooku i Twitterze. Każdego dnia jest ich więcej. Wzorem protestujących w Tunezji, żądają ustąpienia prezydenta. W Egipcie jestem od 15 stycznia. Kiedy uspokajam przez telefon rodzinę w Warszawie, porównuję demonstracje na Tahrirze do „ustawek” kibiców piłkarskich: znani przeciwnicy, znane miejsce starcia i znana godzina. A jednak! Gwałtowna eskalacja protestów następuje 25 stycznia. Ta data trafi do egipskich podręczników historii jako początek rewolucji.

  • Wyspy i wysepki Dania/Grenlandia
    Monika Witkowska
    Zdjęcia: Monika Witkowska

    Disko pod biegunem

    Z czym kojarzy się grenlandzkie Disko? Oczywiście z górami lodowymi, słońcem o północy i znakami “Uwaga! Psie zaprzęgi”. Zatoka Disko to ulubione miejsce turystów odwiedzających największą wyspę świata. W Ilulissat, największym porcie Zatoki Disko, położonym 200 kilometrów na północ od Koła Podbiegunowego, mieszka 4500 osób i 3500 psów. Jeszcze do niedawna proporcje były odwrotne, ale od pewnego czasu skutery śnieżne wypierają psie zaprzęgi. Mimo to wciąż na skrzyżowaniach miejskich ulic nie ma świateł. Za to – jak wisiały, tak wiszą – znaki ostrzegające przed saniami ciągniętymi „co pies wyskoczy”.

  • Azja Malediwy
    Krzysztof Szwedzik
    Zdjęcia: Krzysztof Szwedzik

    Chmury nad rajem

    Turkusowe kleksy, szmaragd oceanu

    Khalil pochodzi z północy, z wyspy Kedhikulhudhoo w atolu Noonu, gdzie mieszka około 2 tysięcy ludzi. Chłopak ma 18 lat i jest zadowolony, bo ma dobrą pracę – jako kelner w restauracji na wyspie Kuramathi. Raz w miesiącu jedzie, a właściwie płynie do domu. To tylko sześć godzin w jedną stronę, szybką łodzią motorową. Khalil pomaga finansowo swojej rodzinie. Chciałby też kiedyś pojechać do Male, stolicy jego wyspiarskiej ojczyzny. Ale to na razie zbyt droga wyprawa. Poza tym, jest „wyspiarzem” czyli gorszym (od tych ze stolicy) mieszkańcem jednego z 26 mniej lub bardziej odległych od Male, atoli. Stolica Malediwów to ich prawdziwe okno na świat – dosłownie i w przenośni, gdyż wyspy muszą importować (z wyjątkiem ryb) praktycznie wszystko – od wody pitnej, przez żywność, odzież, paliwa i materiały budowlane – na środkach transportu (przede wszystkim wodnego) skończywszy. To w Male również lądują wypchane turystami czartery z Europy, Chin, Japonii, Australii i innych, równie egzotycznych dla tutejszych mieszkańców, miejsc. Turyści odlatują, zauroczeni rajem, który tu zobaczyli. By utrwalić wspomnienia tłoczą się przy oknach samolotów, chcąc raz jeszcze popatrzeć na turkusowe kleksy, rozrzucone po szmaragdowej tafli oceanu.

  • Afryka Rwanda
    Alicja Kafarska
    Zdjęcia: Roman Rojek

    Rodzina z WIRUNGA

    Przyjeżdżamy do Rwandy goniąc za marzeniami o spotkaniu filmowych‚ goryli we mgle. Będąc w sercu Afryki pokonujemy bezdroża, zmagamy się z własnymi słabościami, a wszystko po to, aby po kilkunastogodzinnej wędrówce stanąć wreszcie oko w oko z prawdziwym władcą Gór Wirunga – gorylem górskim (Gorilla beringei beringei). Tak przynajmniej było ze mną. Położoną w strefie środkowoafrykańskich rowów tektonicznych Rwandę, równą około 9 proc powierzchni Polski, zwykle określa się mianem „krainy tysiąca wzgórz”, a znajdujące się w jej granicach Góry Wirunga, ostatnim bastionem goryli górskich na Ziemi. Jeszcze nie tak dawno toczyła się tu najkrwawsza wojna domowa kontynentu afrykańskiego, będąca w istocie ludobójstwem. Na szczęście od kilkunastu lat głównym problemem stała się tu ochrona dzikiej przyrody, bo to ona właśnie jest teraz zagrożona najbardziej.

  • Metropolie Świata Serbia Belgrad
    Grzegorz Kapla
    Zdjęcia: Grzegorz Kapla

    Bliski Belgrad

    Jest takie miasto. Historia wyrzuciła je na drugi, gorszy brzeg. W każdym razie, tak się wydaje znudzonym bywalcom chorwackich plaż. Moi przyjaciele pytają: właściwie, po co chcesz jechać do Belgradu, skoro można pojechać do Splitu. Albo do Dubrownika. – Nawet chorwackiego nie musisz znać, bo wszyscy i tak gadają po niemiecku, a ceny to ci po polsku podadzą. – Właśnie dlatego, właśnie! Pierwszy powód, żeby wybrać Serbię jest więc prosty: nie będą ci wciskać byle czego. I to po niemiecku. Wystarczy przekroczyć granicę i od razu widać, że jesteś w nieco innym świecie. Nie ma bilbordów. Przy drogach stoją drzewa. Albo domy. Albo na przykład krowy. Ale nie słupy z wielkoformatowymi ogłoszeniami. Kiedyś pewnie i to się zmieni. Kolejny powód też znajduję na ulicy. Po zmroku ludzie nie siedzą w domach. Ci, co mają pieniądze – obsiadają stoliki w kawiarnianych ogródkach. Ci, co ich nie mają – zajmują ławki na skwerach. Tym, co przyszli zbyt późno – zostają krawężniki. Ludzie gadają tu ze sobą. O piłce nożnej.

  • Europa Szwecja
    Dominika Szydarowska
    Zdjęcia: Jarosław Czchański

    Gdy Bałtyk jest na południu

    Blekinge to niewielki, malowniczy region w południowo-wschodniej Szwecji. Żeby tu dotrzeć wystarczy dziesięć godzin podróży promem z Gdyni do Karlskrony. Dla wielu polskich turystów jest to jedna z bram do Skandynawii. – To Szwecja w miniaturze – przedstawiają swoją krainę tutejsi mieszkańcy. Nieskażona przyroda, harmonia i ład przestrzenny, powiewające na wietrze szwedzkie flagi – taka jest esencja tej krainy.

    Trzy stopnie schodów. 

    To region wręcz stworzony dla potrzeb turystyki. Na obszarze mniejszym niż jeden procent powierzchni kraju znaleźć można ogromną rozmaitość krajobrazów.

  • Afryka Tunezja
    Krystyna i Aleksander Rabij
    Zdjęcia: Krystyna i Aleksander Rabij

    Miasto Karawana

    Tam gdzie Okba zszedł z rumaka

    W 670 roku uczeń proroka Mahometa – Okba ibn Nafi, po raz trzeci w ciągu ostatnich 25 lat, ruszył przeciwko niewiernym na czele swej 15-tysięcznej armii. Nagle jego koń zgubił podkowę. Okba zszedł z rumaka i pochylił się, by ją podnieść. Zamiast podkowy zobaczył źródełko, a pod powierzchnią wody złoty kielich. Ten sam, który kilka lat wcześniej zaginął w Mekce! Okba, w obliczu prawdziwego cudu, postanowił zaprzestać walki z niewiernymi, a w miejscu odnalezienia skarbu wybudować pierwszą arabską stolicę w Afryce Północnej.

  • Czarne Strony Świata USA
    Magdalena Czarnecka
    Zdjęcia: Magdalena Czarnecka

    Wzlot i klęska Salton Sea

    To nie fatamorgana. Pośrodku największej kalifornijskiej pustyni mieni się w słońcu największe kalifornijskie jezioro. Położone zaledwie kilka godzin drogi od Fabryki Snów, może poszczycić się historią w iście hollywoodzkim stylu. Pojawiło się nagle i bez zapowiedzi. Przez lata było prawdziwą gwiazdą. Potem zaliczyło kilka spektakularnych potknięć. Wówczas było na ustach całego świata. Dziś zapomniane połyskuje śladami dawnej świetności, próbuje ukryć swoje wstydliwe sekrety.

    Głośny debiut
    W roku 1905 powódź przerwała kanał rzeki Kolorado. Przez następne dwa lata olbrzymie ilości wody spłynęły do obniżenia zwanego Salton Basin. Kiedy wreszcie, w 1907, olbrzymim nakładem pracy udało się zawrócić rzekę do jej koryta, Salton Sea miało już całkiem pokaźne rozmiary. I ani jednego odpływu. Powyżej, w sąsiedztwie jeziora rozwijał się prężnie obszar rolniczy, z którego – kanałami, rzeczkami i wodami gruntowymi – trafiała do jeziora woda. Dzięki temu, wbrew oczekiwaniom, nie wyschło ono w ciągu kilku lat.
     

     

  • Ameryka Południowa Wenezuela
    Roman Rojek
    Zdjęcia: Roman Rojek

    Eldorado pod Chavezem

    Powierzchnia Wenezueli jest niemal trzykrotnie większa od Polski. Kraj liczy 21 mln mieszkańców, skupionych głównie w środkowej części wybrzeża Morza Karaibskiego i w środkowym biegu największej rzeki – Orinoko (2150 km). Stolica Wenezueli – Caracas to świetne miejsce, by przespać się po długim locie z Europy i rano wyjechać. Można też spędzić tu ciekawie cały dzień.
    Santiago de Leon de Caracas, jak brzmi oficjalna nazwa metropolii liczy już, według nieoficjalnych danych, 6 milionów mieszkańców. Wprawdzie miasto położone jest około 15 km od Morza Karaibskiego i oddzielone od niego Parkiem Narodowym El Avila, jednak autostrada daje szansę (we wczesnych godzinach rannych), by dojechać z centrum nad morze nawet w 20 minut. Kolejka linowa na wzgórze Avila, wznoszące się ponad 1000 metrów nad miastem, pozwala podziwiać zarówno morze, jak i samą, wciśniętą między wzgórza, stolicę.

Podziel się!

Adres redakcji:
ul. Jaśkowa Dolina 17
80-252 Gdańsk
e-mail: redakcja@poznaj-swiat.pl
tel. 535 444 990

PRENUMERATA:
tel. 58 350 84 64

Wydawca:
PROBIER
spółka z o.o.
Kowale Glazurowa 7
80-180 Gdańsk