Numer / Wrzesień 2017

Jesteś tutaj: Strona głównaNumer Wrzesień 2017

Tekst:      Magdalena Żelazowska
Zdjęcia:  Magdalena Zelewska

Ogród jak malowanie


Tagi:

Jak każdy, kto lubi podróże, noszę w głowie marzenia – obrazy. Moje często wiążą się z kwiatami: lawendowe pola Prowansji, nostalgiczne wrzosowiska Szkocji, usłana krokusami Dolina Chochołowska. Wśród nich jest jedno miejsce, którego nie muszę sobie wyobrażać, bo ktoś zrobił to za mnie. I namalował, przynajmniej kilkaset razy.

 

Zgiełk i przepych Paryża nikną z każdym z 80 km na zachód, aż do granicy z Normandią. Pociąg dojeżdża do Vernon, stamtąd jeszcze 5 km pieszo, można też próbować łapać autobus. Oplecione bluszczem i pnącymi różami kamienne domki rozpraszają się pośród łąk, na których pasą się krowy. Tylko kolejka ludzi z aparatami podpowiada, że w tej wiejskiej scenerii kryje się atrakcja na miarę światową.
Jestem w Giverny, wiejskiej posiadłości Claude’a Moneta, otoczonej przez ogród uwieczniony na setkach obrazów słynnego impresjonisty. Od kiedy w szkole pierwszy raz otworzyłam podręcznik do plastyki, widziałam je setki razy, i rozkład ogrodu powinnam znać już chyba na pamięć. Mimo to nie mogę się doczekać, kiedy zobaczę go na żywo. Stoję przed wejściem i czuję się jak przed furtką do tajemniczego ogrodu z powieści Frances Hodgson Burnett. Niecierpliwię się jak dziecko i próbuję wspinać się na palce, by dojrzeć coś przez ogrodzenie.

 

 
 
 
MOSTEK MIĘDZYKONTYNENTALNY
Ogród japoński łączy filozofię Wschodu z europejską gracją. Claude Monet zagrał tu z konwencją i pomalował słynny mostek na zielono – te w Japonii są czerwone.
 
RESTAURACJA POD NENUFAREM
Zatopiony w zieleni taras restauracji Les Nymphéas to doskonałe miejsce, by ochłonąć po zwiedzaniu ogrodów. Nawet ażurowe stoliki i krzesła przypominają tu delikatne kwiaty.


 

PERFEKCYJNY PAN DOMU


Wycieczka zaczyna się od zejścia pod ziemię. Tuż za furtką znajduje się wejście do tunelu, który kończy się po drugiej stronie drogi przecinającej ogród na dwie części. Ta, od której zaczynamy, powstała później. Monet wydzierżawił posiadłość w Giverny w 1883 r., a kiedy po niespełna 10 latach została wystawiona na sprzedaż, kupił ją. Po przeprowadzce przystąpił do moszczenia swojego wymarzonego gniazdka: przearanżował dom na potrzeby licznej rodziny, w starej stodole urządził atelier i zabrał się za projektowanie ogrodu.
Po pewnym czasie w okolicy gruchnęła wieść, że na sąsiedniej, błotnistej działce ma powstać krochmalnia. Wszyscy zadrżeli, bo wiedzieli, jakie spustoszenie mogła poczynić w przyrodzie i krajobrazie. Monet wykorzystał swoją siłę przebicia i znane już nazwisko, złożył u lokalnych władz protest i wywalczył prawo pierwokupu ziemi. Podmokły teren idealnie nadawał się na ogród japoński. Inspiracją w jego tworzeniu stała się spora kolekcja japońskiego drzeworytu, która do dziś zdobi ściany domu w Giverny. Z pewnością cieszy to azjatyckich turystów, którzy przemykają wśród zielonych alejek i próbują tworzyć kopie obrazów mistrza za pomocą filtrów w najnowocześniejszych aparatach.
Wygląd obu części ogrodu świadczy o pasji i wyobraźni plastycznej jego założyciela. Posiadłość w Giverny była spełnieniem marzeń Moneta i polem do popisu, gdzie wreszcie mógł puścić wodze fantazji. Wymarzył sobie żywy roślinny obraz, który mógłby codziennie uwieczniać. To od ogrodu codziennie zaczynał dzień. Malował rano i popołudniami, kiedy światło jest najlepsze, pozostały czas przeznaczał na prace ogrodnicze. Własnoręcznie pielił, sadził i podlewał, a do bardziej skomplikowanych zadań zatrudnił kilku ogrodników. Studiował książki botaniczne, gatunki niedostępne we Francji sprowadzał z zagranicy. Stworzenie plenerowej pracowni zajęło mu wiele lat.

 

 
 
 
DZIEŁA ŻYCIA
Do domu przylega ogród Clos Normand. Na powierzchni 1 ha Monet stworzył serię perspektyw i symetrii, bawił się przy tym paletami barw. W Giverny artysta spędził 43 lata życia i namalował setki obrazów. To jednak ogród uznaje się za jego najważniejsze dzieło.
 

 


 

KWIATOWY ZAWRÓT GŁOWY


Efekt jest zachwycający. Ogród japoński daje poczucie wyciszenia i równowagi. Wąskie ścieżki skryte w przyjemnym cieniu bambusów i kwitnących krzewów prowadzą do pokrytego nenufarami stawu z zielonym łukowatym mostkiem, uwiecznionym na ponad 250 obrazach Moneta. Malarz siadał na brzegu i godzinami wpatrywał się w ruchliwy świat podwodnych roślin, różowe i zielone refleksy na powierzchni wody, odbijające się w niej drzewa i obłoki. Zapamiętale portretował ukochane lilie wodne (fr. nymphéas), których dostojne kielichy ledwie widzialnie kołysały się na wietrze. W jednym z listów napisał: „Jestem pogrążony w pracy. Te pejzaże z wodą i odbiciami stały się moją obsesją”. Trudno mu się dziwić – spacer wokół stawu działa hipnotyzująco.
Wokół domu jest barwniej i weselej. To tu toczyło się codzienne życie rodziny malarza. Żwirowe alejki prowadzą w gąszcz krzewów i kwiatów. Peonie, ostróżki, tulipany, irysy, dalie, astry i pnące róże – każdy zakątek został obsadzony tak, by przez wszystkie ciepłe miesiące kwitły na inny kolor. Rabaty i klomby przypominają malarskie palety, a wymieszane na nich barwy dają fantastyczne połączenia kolorystyczne. Nie powinnam się dziwić, jestem przecież u Moneta, który potrafił zaczarować widza portretem siana. Stogi na polach wokół Giverny malarz uwieczniał przez kilka lat, o różnych porach roku, polował o świcie na właściwą barwę światła, która czasem trwała tylko kwadrans.
 

NIE MA RÓŻY BEZ KOLCÓW


W młodości szczytem marzeń Moneta wcale nie był dom na wsi, tylko elegancki i światowy Paryż. Nastoletni syn sklepikarza z Hawru śnił o studiach w mieście świateł i dołączeniu do tamtejszej bohemy. Lokalni notable chętnie zamawiali u zdolnego chłopca karykatury i chwalili go za talent, ale rodzice radzili mu zdobyć bardziej praktyczny fach. Z pomocą przyszła zamożna ciotka, która zgodziła się opłacić jego naukę w Paryżu. Monet wyjechał z wielkimi nadziejami, ale jak większość młodych artystów – spotkało go wielkie rozczarowanie.
Paryscy krytycy nie doceniali jego twórczości i nowatorskich pomysłów. Razem z kolegami ze szkoły długo nie potrafił się przebić przez skostniałe struktury opiniotwórczego Salonu, co w dużej mierze decydowało o tym, że aż do czterdziestki regularnie zostawał bez środków do życia. Ponieważ miał na utrzymaniu żonę i dwójkę dzieci, przeżywał nawracające załamania nerwowe. Lekarze zalecali wypoczynek z daleka od miasta, co szybko przypadło mu do gustu. Koił skołatane nerwy wiejskim powietrzem, a przy wynajmowanych letnich domach zakładał ogrody. Praca fizyczna na przemian z malowaniem zapewniały artyście psychiczną równowagę. Paryż kojarzył mu się przede wszystkim z odrzuceniem, prowincja – z przyrodą i spokojem.
To właśnie tęsknota za wiejską sielanką zawiodła malarza do Giverny, gdzie spędził drugą połowę życia, choć nie bez znaczenia była jego nowa miłość. Po przedwczesnej śmierci żony Camille związał się z Alice Hoschedé, małżonką zamożnego przedsiębiorcy i przyjaciela, który pomógł mu finansowo przez zamówienie u niego obrazów do swojego pałacu. Kiedy romans wyszedł na jaw, urażony mąż opuścił Alice i sześcioro ich wspólnych dzieci. Razem z dwoma synami Moneta nowa rodzina kochanków liczyła 10 osób – stanowczo za dużo, żeby pomieścić się w przeciętnym mieszkaniu w paryskiej kamienicy. Para rozpoczęła więc poszukiwania domu na wsi, który zapewniłby im dostateczną ilość miejsca. Podobno posiadłość w Giverny Monet wypatrzył z okien pociągu.
 

SŁONECZNA RESZTA ŻYCIA


Nad ogrodem unosi się atmosfera beztroskich wakacji. Ma się wrażenie, że za chwilę żwirową alejką potoczy się dziecięca piłka, a na biegnącą wokół domu zieloną werandę gospodyni wyniesie tacę z podwieczorkiem. Wesołe plamy słońca wpadają przez wysokie okna salonu i przysiadają na dziełach mistrza jak drżące motyle. Sprawiają, że kopie wydają się żywsze niż oryginały, zamknięte na cztery spusty w najważniejszych światowych muzeach.
Na piętrze znajdują się przytulne sypialnie, a w nich kominek, łóżko przykryte kwiecistą narzutą i fotel do czytania. Na dole – żółta jak kanarek jadalnia oraz niebieska kuchnia, która skrywa błyszczące miedziane rondle i skrzynki na świeże jajka (mieszczące nawet 80 sztuk, jak przystało na potrzeby dużej rodziny). Z każdego kąta emanuje ciche szczęście. Lata spędzone w Giverny były dla Moneta najlepsze. Był zakochany, miał dużą rodzinę, a jego malarska kariera nabrała tempa i zyskała międzynarodowe uznanie.
„Wszyscy chcą kupować Moneta; podobno nie nadąża malować” – skomentował nową światową modę jego kolega po pędzlu Pisarro. W tych słowach jest wiele prawdy – Monet słynął z drobiazgowości i precyzji, które sprawiały, że każdy obraz malował w nieskończoność. Uwieczniał pozornie zwyczajne sceny z najbliższego otoczenia, ale przedstawiał je w sposób wyjątkowy. W czasach czarno-białej fotografii to obrazy impresjonistów, oddające migotanie barw i refleksy światła, były najbardziej realistyczne. Z cierpliwością ogrodnika Monet dopieszczał każdy odcień i najdrobniejszy detal, a gdy nie mógł uzyskać upragnionego efektu, w złości niszczył płótno. Cała jego twórczość, i malarska, i ogrodnicza, pod pozorem zwyczajności skrywa prawdziwą sztukę i ciężką pracę. Malował aż do śmierci, choć pod koniec życia stracił wzrok z powodu katarakty i musiał się poddać operacji.
W pracowni malarskiej, którą urządził sobie w stodole, dziś mieści się sklepik z pamiątkami. Kawałek ogrodu Moneta można zabrać ze sobą na okładce notesu, emalii filiżanki albo jedwabnej apaszce. Wybieram kawę na zatopionym w zieleni tarasie restauracji Les Nymphéas. Nietrwałą, ale obłędnie pachnącą. Za chwilę zniknie, ale impresja zostanie niezapomniana.



wstecz
Podziel się!


Adres redakcji:
ul. Jaśkowa Dolina 17
80-252 Gdańsk
e-mail: redakcja@poznaj-swiat.pl
tel. 535 444 990

PRENUMERATA:
tel. 58 350 84 64

Wydawca:
Probier Leasing
sp. z o.o. sp. k.
Kowale Glazurowa 7
80-180 Gdańsk